piątek, 4 listopada 2011

Raj na ziemi!!!

Wlasnie pomalowalam paznokcie ( nie zeby dla przyjemnosci! otoz jutro mamy gale razem z rotary i trzeba byc w strojach wieczorowych wiec paznokcie tez trzeba zrobic. A co!!) i po raz kolejny z wyrzutami sumienia pomyslalam czas dodac wreszcie ta notatke na bloga. Tak wiec pisze.

Po kolei. Opisze dzis moje 3 dni w najpiekniejszym miejscu na ziemi dodam troche fotek i powiem co nieco o zyciu codziennym. W trakcie przerwy jesiennej bylam w Kaliforni ale o tym postaram sie apisac w nastepnej notce razem z opisem gali i innych nadchodzacych spraw.

Tak wiec pojechalismy razem z Rotary do rezerwatu idianskiego havasupai co po krotce jest czescia wielkiego kanionu ale nie dokladnie nim jest. W kazdym razie ie da sie stanac na szczycie i zobaczyc tych kilometrow przestrzei ale uwierzcie tez zapipera dech w piersiach. Zeby zejsc na dol do rezerwatu aby zobaczyc cud natury jakim byl wodospad oraz spedzic niesamowity czas z wymiencami ( i uwaga tym razem rowiez z innych dwoch dystryktow) trzeba bylo pokonac 11 mil co daje na ok 20 km. I o ile droga w dol byla znosna to droga pod gore byla istna meczarnia!!!
Kiedy jednak pokonalismy wlasne slabosci rozbilismy nasze namioty ( wygladajace jak haremy dla 8 osob kazdy) i zabrlismy sie za przygotowanie kolacji. Zylismy przez 3 dni w totalnym odcieciu od swiata, bez elektryki,  biezacej wody i tego wszystkiego. Kapalismy sie w rzece w srodku pazdziernika i z temperatura powietrza adal powyzej 30 stopni ( tyle ze woda byla lodowata). Ogolnie nie umiem oddac tej atmosfery jaka tam panowala- ale gdziekolwiek by sie czlowiek nie ogladnal to pojawiala sie w myslach mysl? to nie ma sensu... ale w glowie bylo cos takiego: to jest niesamowite i nie moze istniec naprawde, nic co tak pieknie wyglada nie moze byc prawdziwe. Ale bylo!! Bo nie wierze ze mam az taka wyobraznie ktora na dodatek popieraja moje zdjecia i wszystkie inne w internecie. Kolejny dzien spedzilismy caly na zabawie z innymi wymiencami. Tak slowo zabawie brzmi dziwnie dla ludzi powyzej 16 roku zycia ale jednak- mozna bylo poczuc sie jak male dziecko i o dziwo nie nudzilismy sie bez internetu i innych wynalazkow, ale sklamie jesli nie wspomne ze iPod'y nie byly w ruchu bo wieczorami tez trzeba bylo cos robic a co jak nie tanczyc?? No i wreszcie ostatni dzien meczarnia 11 mil w gore co juz nie bylo mila i sympatyczna wedrowka w dolinie kanionu ale mordercza wspinaczka. Mimo wszystko co moge powiedziec?? Warto bylo i gdybym mogla bez wachania zrobilabym jeszcze raz to samo!!!

No a teraz kilka zdjec zebyscie tez sie mogli troszke pozachwycac ;)


















Pozniej mialam dzien przerwy i pojechalam do Kaliforni z moja Hmama i Le z Brazyli ale o tym kiedy indziej bo juz nie zaladuje mi kolejnej masy ( calej masy ok 600) zdjec.

Miedzy-czasie zrobilysmy z Le i jej Hsiostra pizama party gdzie wycinalysmy dynie na Halloween i gralysmy w ruletke i robilysmy mnostwo przeroznych rzeczy.


 Taki osiagnelysmy w kazdym razie efekt.


Co wiecej?? Na Halloween bylismy zbierac slodycze po domach tak jak robia dzieciaki do 7 roku zycia. Ale bylo zabawnie. Przegapilam moj Homecoming w szkole tutaj jaki i polmetek w szkole w Polsce.

I chyba nie dzieje sie nic ciekawego. Poza tym ze co chwile cos sie dzieje ale nie da sie tego oddac tak w slowach zeby bylo takie jak naprawde jest.

No dobrze przyznam sie - poznalam milosc swojego zycia: ma 10 lat i jest najmadrzejszym chlopakiem jakiego dane mi bylo poznac. I w tym momencie to nie jest sarkazm!! jest niesamowicie inteligetny i ma ogramna wiedze i bynajmniej nie chodzi mi o wiedze ksiazkowa! Poza tym ma nienaganne maniery w stosunku do dziewczyn co jak na taki wiek a co dopiero jak na Amerykanina jest nieprawdopodobnym wyczynem. No i jak sie nie zakochac?? No ale mamus spokojnie, nie masz sie o co denerwowac bo uwaga... podjelam decyzje zamienienia mojego cudownego roku odpoczynku od szkoly ( no powiedzmy sobie szczerze na czym to polega) na kolejny rok ciezkiej pracy. W ostatnim czasie podjelam decyzje na zmiane mojego podzialu godzin i zdaniu za wszelka cene egzaminu koncowego wiec szykuje sie mnostwo pracy do szkoly ale jestem dosc zdeterminowana wiec powinno wyjsc.


Koncze juz zanudzac. Napisze w miare szybko o Kaliforni i Gali. Dodam kolejne zdjecia. Z wiadomosci codziennych pogoda: w granicach 27-32 stopni, czasami pochmurno, dzis dokladnie 4 deszcz od mojego przylotu. Z jezykiem... Czasem zdarza mi sie jeszcze nie lapac wszystich idiomow ale ambitnie kupilam ksiazke z tlumaczeniem ( oczywiscie angielsko angielska bo na polska nie ma co liczyc). Zadziwiajace jest jak dalej nie maja dosc tych wszystkich pytan na temat wszystkiego :D i ambitnie nauczylam jedna dziewczyne w szkole ze istnieje cos takiego jak kantor i mozna wymienic pieniadze na inna walute. Zdziwienie na jej twarzy bylo bezcenne :))

I tak na koniec buziaki dla mojej rodzinki, moich dziewczyn z Radosnej, Maji i Marty B :******