środa, 15 lutego 2012

Walentynkowo

Tak wiec w amerykansko- walentynkowym nastroju, gdzie wszysto wyglada inaczej i ludzie swietuja wszystko inaczej a w tym samym czasie tak samo, cos jakby byc w dwoch miejscach w jednym czasie jak Hermiona z Harry'ego Potter'a chyba jeyna osoba jaka znam i to jeszcze nie osobiscie, ktora umiala to zrobic, postanowilam znow pobawic sie tlem i ustawieniami mojego bloga;)

A teraz do rzeczy!!

20 stycznia w piatek ja i Leticia poszlysmy na spotkanie klubu Rotary, poniewaz jak sie uparlysmy ze chcemy jechac na wycieczke dookola stanow tak zdecydowalysmy ze byloby milo jakbysmy mialy za co pojechac z racji tego ze wycieczka jest mniej wiecej rownowartoscia calej wymiany bez niej. Nasz cudowny klub powiedzial ze jak zaspiewamy ich naroowy hymn to nam cos do kapelusza wrzuca ;) Po mozolnych cwiczeniach i wstepnym przesluchaniu na obozie RYLA o ktorym pisalam ostatnim razem poszlysmy, zadowolone ze w szkole dzien wolny, z niemala odwaga ale i stresem zaspiewac cos tak trudnego ze nawet Amerykanie nie zawsze znaja tresc badz znaczenie slow. I to dorosli ;) Poza zjeciami mamy nagrane nasze wyczyny ale to akurat moze wam oszczedze ;)

W styczniu rowmiez jakos tak te moje drogi byly pozawijane ze trafilam dwa razy do kina. Ogladnelam z moja consolen New Years Eve, ktore okazalo sie znakomita komedia z chyba 4 albo 5 opisanymi romansami jak obrze pamietam i odatkowo momentami naprawde sciskajaca za serce. Drugim filmem bylo Men on the Ledge. Film akcji (?) - genialny, wciagajacy, inteligentnie rozegrana akcja i w ogole polecam :P. Bylam na nim z dziewczyna z mojej szkoly po wyrwaniu sie z Winter formal... Cos jak popularny Homecoming. Sukienki, szpilki, make up, godziny przygotowan a na koniec nic wielkiego, kilka luzi skaczacych w rytmie techno, badz najnowszej listy top 10 ktora nie reprezentuje juz soba nic poza promocja "gwiazdy", ktora przypadkiem(?) zapomniala co to jest prawdziwa muzyka. Poskakalysmy troszeczke z nimi, posmialysmy sie ze znajomymi i wyszlysmy... Poszlysmy do yoghurtini - krainy lodow, gdzie mozna sobie samemu skomponowac loda jakiego tylko sie chce ;) i z odatkami o jakich sie tylko zamarzy :)

W szkole oczywiscie jestem wzorowym uczniem jak zawsze. No! Albo moze prawie zawsze :) Ale nie mowcie mojej cudownej Mamusi bo by jej sie to nie spodobalo :) Tym sposobem rowniez zachowuje sie jak uczen orabiajac zadania domowe w trakcie robienia ktorych czuje sie barziej jak w trakcie piecio-minutowki a nie wielo-godzinnych polsko-szkolnych zadan. Albo czasami rozwijam swoje zolnosci przy pisaniu poltora-stronnych esejow ( czemu my nie mamy tak dobrze??!!).Wiec po napisaniu takiego jednego eseju calkiem nieawno dostalam uwage od nauczycielki ze czytala moj esej, bardzo jej sie spodobal, a po spojrzeniu na nazwisko ucznia byla w szoku i stwierdzila ze nie zauwazyla zadnej roznicy w jezyku z innymim uczniami. No i jak cos takiego moze nie zmotywowac i nie wywolac usmiechu na twarzy??

5 lutego odbyl sie SUPERBOWL rzecz jakze popularna w Stanach, na rowni ze wszystkimi swietami narodowymi, traktowana z identyczna powaga, ktora pod pretekstem ogladania football'u wywoluje miliony imprez i jak nawet doszedl mnie sluch polska telewizja o tymze wydarzeniu zdecydowala sie wspomniec. Ja oczywiscie nie narzekam na tego typu zabawy, gdyz kazda okazja jest dobra do zbiorki pieniedzy na wycieczke. A gdzie lepiej jak nie pomiedzy ludzmi po kilki piwach, ktorzy dodatkowo szarpia sie na 90% cos nawet nie wiem co, przy ich slabych glowach?? Tak!! Mi sie zecydowanie takie zabawy podobaja.

Nastepne na mojej liscie do zobaczenia jest The Vow co w Polsce jest bodajze pod tytulem I ze cie nie pouszcze?? albo w kazdym razie cos w tym stylu, z bohaterem I wciaz ja kocham oraz bohaterka Pamietnika. Duzo osob mowi ze swietny film inni znow ze nie bardzo im sie spodobal... Nie wiem nie widzialam, ciezko mi oceniac. Podziele sie refleksjami jak zobacze w sobote. Albo niedziele.

Plany na najblizsza przyszlosc sa blizej nieznane, gdyz oni nie planuja nic na dalsza przyszlosc jak najblizszy posilek ;)
Zaczelam rowniez w nieziele robic pierogi na sprzedaz, gdyz oni je uwielbiaja i zrobia la nich wszystko a moi cudowni host rodzice obiecali ze beda rozprzestrzeniali je u siebie w pracy i pomiedzy znajomymi ;) Takim oto sposobem, dochodze do wniosku ze trafilam na naprawde niesamowitych ludzi tutaj. Takim samym torem ukazuje mi sie jakim niesamowitym wydarzeniem jest cala wymiana, jak mnie bardzo zmienila i teraz tylko zobaczymy jak mi sie z tymi wszystkimi zmianami przyjdzie zaaklimatyzowac w nowo jak dla mnie odkrywanej Polsce, szkole o ktorej slyszalam ze sie bardzo zminila i wsrod tych samych a tym samym zupelnie jakdla mnie nowych znajomych...

I uwaga!!! zapanowala zima w Arizonie. Pogoda drastycznie spadla do temperatury 21 stopni i autorka tego bloga siedzi wlasnie pod dwoma kocami trzesac sie z zimna. I najgorsze ze w tym momencie naprawde sie z was nie zrzucam!! nawet by mi to o glowy nie przyszlo. Trzese sie tu jak galareta!! a z drugiej badz tam juz ktorejs innej strony zjadla bym taka warstwowo-kolorowa galaretke z truskawkami i brzoskwiniami i nawet la ananasa by sie znalazlo miejsce;) Mialam zis na lunch w szkole truskawki!! uze i czerwone. Az milo bylo je wsadzac do ust :)

A wczoraj na walentynki mialam na sniadanie rozowe serduszkowe nalesniki a na kolacje serduszkowy makaron. Wszystko bylo serduszkowe. Nawet dostalam seruszko w szkole :) ale chcialabym kieys dostac takiego miska! Duzego. Jak ja, albo wiekszego. Zeby mnie przytulil w takie dni jak dzis. Kiedy za oknem swieci slonce i wola wyjdz na zewnatrz ale nie wspomina ze jest w porozumieniu z zimnem! I wcale nie ogrzewa.

I dziwni ludzie tu mieszkaja. Lubia deszcz. Czekaja na deszcz.

Zjecia ze wszystkiegi i rowniez z gali dla Agnieszki R. beda w piatek bo jeszcze nie skonfigurowalam laptopa ;) Milej zimy. I ferii. I pozdrawiam ze szczera ale przyjazna zazdroscia wszystkich snowboardzistow :) 

piątek, 3 lutego 2012

We love RYLA yes we do, we love RYLA how about you?

W ostatni weekend mielismy "onowiazkowy" dla wymiencow oboz. Nikt w prawdzie na to nie narzekal, powniewaz kazdy powod jest dobry zeby sie spotkac i spedzic wspolnie czas z pozostalymi jedenastoma najwspanialszymi ludzmi jakich idzie poznac na wymianie. Kolejnym powodem i to jakze naduzywanym bylo mianowicie zwolnienie ze szkoly. Nic w tym zlego gdyby nie to ze do poniedzialku mielismy przerwe swiateczna a i nastepny poniedzialek mial byc wolny z okazji swieta Marcina Lutra. I to mi sie w tym kraju podoba: maja multum wyznan wiec kazde swieto, dla kazdej religi wiaze sie z kozysciami leniuchowania dla uczniow ( nie zeby nie robili tego caly czas...).
Przechodzac do sedna sprawy bylo troche zamieszania z naszym dojazdem do miejsca docelowego. W pierwszym planie moa consoler miala wziac mnie i Le, ale z racji ze jest zapracowana kobieta biznesu i "cos" jej wyskoczylo, w drugim planie mialysmy jechac z Anna, ktora byla rok temu w Brazyli. Ale ze ona miala byc jedna z nazwijmy to animatorek, musiala wyruszyc wczesniej, gdzies kolo 6 rano. Wiec dla nas to bylo bez sensu, gdyz droga trwa mniej wiecej 1,5h a my mielismy tam byc o 1. Tak wiec w ytrzecim i ostatnim planie okazalo sie ze pojedziemy z Melissa z Japoni i Sebastianem z Argentyny. Umowilismy sie na 9, wyjechalismy o 10.30 ( widzisz Marta!!! nie tylko w Brazyli maja takie zwyczaje ze nie mozna na nich polegac :D).

Gdyz, iz, poniewaz... oboz mial byc na obrzezach Prescott, wstapilismy do downtown, na zdjecia oczywiscie (uwierzcie mi, za kazdym razem chcialabym pozwrzucac wam mase zdjec ale to po prostu nie przejdzie... w efekcie koncowym zdjec, ktore nadaja sie do pokazania tak totalnie dla wszystkich jest garstka i nie ma zadnych smiechowych ;( ).
Nastepnie po nielada klotni wstapilismy na lunch do sklepu spozywczego, gdzie kazdy mogl zakupic co mu sie podobala. Maja tez taki mily zwyczaj ze prawie w kazdym sklepie Starbucks ma swoj oddzial;). I ruszylizmy w dalsza droge. Nie minelo moze 15 minut i bylismy na miejscu.

Oboz polega ogolnie na tym ze z posrod uczniow liceow w calym stanie, ludzie z Rotary wybieraja 120 szczesliwcow, ktorzy sie kwalifikuja. Poza tym sa oczywiscie Rotarianie i my - wymiency. Dzieli sie wszystkich nastolatkow na kilka grup z jednym wymiencem w kazdej a nazwa grupy jest nazwa kraju danego wymienca. Zrobiono w tym roku 12 grum wiec jak dobrze sie dobyslacie w jednej grupie bylo 2 wymiencow, a mianowicie w Belgador'ze z polaczenia Belgii i Ekwadoru.

Moja animatorka byla dziewczyna, ktora ma polskie korzenie, a jasniej mowiac cala jej rodzina zostala urodzona w Polsce ( na Kaszubach ) z wyjatkiem niej i jej rodzenstwa. I tak sobie stalysmy z plakatem z konturami Polski podzielonej na wojewodztwa i napisem " Dzien Dobry " - to bylo takie urocze ;), zeby powitac pozostalych czlonkow naszej grupy ;)

Kiedy to juz nastapilo, udalismy sie na jadalnie, gdzie jedzenie wbrew pozora bylo znakomite ( podobo po raz pierwszy w tym roku zatrudnili szefa ( a raczej szefowa ) kuchni, choc dla mnie to i tak mialo wyglad jedzenia z Taco Bell ).

Na zakonczenie dnia mielismy spotkanie na "auli" gdzie kazda grupa miala ubrac opiekunow grupy w cos charakterystycznego dla danego kraju. Mielismy dwoch opiekonow, wiec moja grupa z lekka moja pomoca wpadla na pomysl przebrania opiekona za naszego Orzelka a opiekunke za Krakowianke. Na dodatek dodam ze mielismy do dyspozycji jedynie kartki papiery, pisaki i stare szare gazety. Wiec bylo ciekawie.

W nastepnej kolejnosci byla mowa pana ktory od urodzenia chodzi za pomoca kul. Bez nich nie jest w stanie utrzynac sie na nogach. Opowiadal jak pokonywal trudnosci wysmiewajacych sie rowiesnikow i calego zycia. Na dodatek nie spoczal na laurach ale postanowil pokonac swoje slabosci i udowodnic ze wszystko na swiecie jest mozliwe a jesli ktos powie ze nie to znajdzie sie inny ktory nie bezie o tym wiedzial i i tak to zrobi... Zmierzajac do sedna sprawy przeszedl o tych kulach Stany wszerz. Od Golden Bridge w San Francisco do slynnego bruklinskiego mostu w Nowym Jorku. Szedl miesiacami, w tym czasie wyglosil ponad 200 przemow w mijanych klubach rotary i udowodnil ze sie da!!! Dla wiekszasci zdrowych ludzi przejscie Stanow w szerz jest abstrakcja a tu prosze!!!

Po tej jakze budujacej 1,5h udalismy sie do naszych "barakow" w liczbie po 8. Lazienki byly na zewnatrz jakies 5 min drogi i nikt sie ciebie nie pytal czy masz ochote przypadkiem umyc glowe a pozniej z sypiacym sniegiem za towarzysza wracac do wyziebionego pokoju zeby polozyc sie na 5 godzin do spania, gdzie powinnienes nabrac sil jak  po 12h snu na nastepny dzien ;)

Pobudka 6 rano. I tu na mysl przychodzi mi piosenka HEJ MISKI CZAS WSTAC!!! Oj tak nie ma to jak wspomnienia krzyczacej Marty M. Kornelia!!! Wylacz ten budzik!!!  tak... do dzis mi sie to kojarzy z meczarnia. Ale wszyscy wstalismy i udalismy sie na sniadanie, ktore mniej wiecej traycyjnie wyglada tak : melon zolty i zielony, winogrona, arbuz, bekon, gofry, nalesniki, syrop klonowy i jogurt. o wyboru o koloru. No i nie moze oczywiscie zabraknac czego??? Soczku pomaranczowego i mleka. Te dwie rzeczy a raczej napoje sa zawsze i wszedzie;) Po sniadaniu mielismy zajecia w grupach. Kazda grupa miala to samo tyle ze w roznych kolejnosciach. Polsce jako pierwsze sie trafilo przemowienie. Losowalismy numerki i pozniej w kolejnosci dostawalismy pytanie na ktore mielismy przemawiac przez 3 minuty. Mialo to nam pomoc zweryfikowac jak dawac przemowy, co robic w trakcie, jakich slow i gestow uzywac, jak sie zachowywac, ogolnie co robic. Bylo tez o mocy jaka ma doping i wspolpraca. Pozniej ualismy sie na ryla ball co polegalo na tym ze ustalalismy reguly gry a pozniej w nia gralismy. Tego nia zaliczylismy jeszcze kilka ciekawych zajec, wszystkie uswiaamiajace jaka role ma lider w spoleczenstwie i kim on powinien byc, jak sie zachowywac.

Na deser byla dyskoteka gdzie wszyscy sie fantastycznie bawili i wrocili o "barakow" zmordowani ;)

W niedziele natomiast nasza grupa miala zadania uswiadamiajace jaka moc ma praca w grupie, o ile latwiej i szybciej osiagnac cos razem. Wszyscy jednoglosnie stwierdzili ze jeszcze takiej grupy jak Polska nie mieli. Nasza praca zespolowa byla wrecz niewiarygodna... Zadnych klotni pomimo ze kazdy mial multum pomyslow.  Trafilismy tez do parku linowego i mielismy taki fajny zjazd na linie 300m 30m nad ziemia. Za pierwszym razem zjechalam normalnie ale za drugim nie byloby to juz takie excytujace wiec zrobilam to do gory nogami i bylo chyba jeszcze fajniej niz na wachadle w Rytrze. Ale to juz tylko Radosni sie orientuja :P

Na wieczor mielismy ognisko, pianki na ogniu i dyskoteke w deszczu.

Podczas calego obozu byly rozwieszone gdzies srebrne gwiazdki z imieniem kazdego co mialo symbolizowac ze odnalezlismy siebie na tymze obozie a takze ze odnalezlismy siebie w naszym sercu i zyciu.

W poniezialek byly slajdy ze zjeciami i pozegnanie. To bylo cos niesamowitego... po trzech dniach zzylismy sie z niektorymi bardziej niz z innymi ludzmi przez lata.  Takze moge to zaliczyc do jenego z najlepszych przezyc tutaj a takze w ogole, w calym moim zyciu ;)

Zdjecia dodam z nastepna notka w ktorej bedzie o Winter Formal ( cos jak Homecoming) a takze o drugiej rodzince i ogolnym zyciu. Postaram sie to uzupelnic jeszcze w przeciagu niedzieli zeby nie zapomniec.

I przepraszam za wszystkie wybrakowane "D" bo mi ten guzik strasznie ciezko chodzi.

A zdjec nie dodaje nie z lenistwa tylko na tym laptopie nie mam programu do odczytywania zdjec.  A tak poza tym to jest calkiem zabawne kazdy w domu ma laptopa, jeden niczyj, komputer stacjonarny, 4 drukarki niewiadomo po co i standartowo kazdy ma wlasny samochod ( oczywiscie z wyjatkiem mnie:( ) ;)

Ale ten styczen szybko zlecial... Wam tez?? prosze powiedzcie ze tak... i ze ten czas zwolni choc na chwilke... wydawalo sie ROK taki szmat czasu a tu juz polowa za mna... a ja mam wrazenie ze to przedwczoraj wysiadlam z samolotu przy temperaturze 49 stopni.


A i tak na koncowe rozgrzanie was w Polsce posdrawiam ze slonecznej Arizony gdzie za oknem mam 26 stopni ;)