niedziela, 28 sierpnia 2011

Niesamowity czas - niesamowici ludzie ;)

Ojjj niedobrze.. duzo zaleglosci, wiec po kolei.

W poniedzialek na gotowaniu robilismy lody-> cos pysznego ( Mamus smakowaly dokladnie tak jak nasze lody z ogrodka ;))
Ha i jakze zabawna rzecz- caly czas mialam wrazenie ze to oni wygladaja staro ( ale jak widac prawda jest tylko subiektywna). Jakis kolec na gotowaniu podszedl do mnie i pyta ile mam lat: 14, 15?? Yyyy 17!! Naprawde?? wygladasz tak mlodo- no coz "dobre" wychowanie nie pozwolilo mi powiedziec - przepraszam ale uwazam ze to ty wygladasz staro;p Nastepnie musialam im tlumaczyc ze nie mamy palm! Nie macie palm?? Jak to mozliwe?? Tak sie sklada ze na swiecie jest tez inny klimat niz w Az wiec nie wszzedzie sa palmy!! Ohh to takie smutne, ale dorosli doskonale zdaja sobie sprawe z glupoty swoich dzieci i nas za to przepraszaja. Ale taka jest prawda, Amerykanie zwlaszcza ci mlodzi nie maja pojecia o swiecie... Najbardziej lubie pytanie w stylu : - W jakim jezyku mowisz?? -Yyy no po polsku.! - No co sie tak patrzycie!! Moze przeciez mowic po niemiecku, skad mam wiedziec po jakiemy tam mowia! ---> tak takie sytuacje sa mega;p

Podoba mi sie tez to ze nauczyciele maja duuuzy dustans do siebie-- podchodzi taki jeden do ucznia i pyta - o widze ze skonczyles juz pic, moze wyrzucic ta bytelke? --> wyobrazacie sobie taka sytuacje w polskiej szkole?? no tak ja tez nie.

Lubie kiedy chca zebym im mowila moje imie bez akcentu--> to takie fajne jak sie slucha kiedy lamia sobie jezyk na literce r;)

W srode ze sie tak pochwala z racji tego ze jedne z moich zajec to STUGO sprzedawalam kanapki z kurczakiem;p Komiczna sprawa iedy ktos podchodzi do budki na ktorej jest napisane KANAPKI Z KURCZAKIEM i pyta czy moge tu dostac kanapke z kurczakiem?? az chce sie powiedziec TAK TYLKO TO SPRZEDAJEMY!!! no ale coz... - "dobre" wychowanie.

Zmienilam klasy i zamiast ekonomi mam historie (tak wiem, dla mnie to tez komiczne- ja i historia) i byl test. Uwaga uczyli sie tego 2 tygodnie po czym maja pisac test ( a,b,c,d) o religiach i ja ktora ledwo mowi po angielsku zrobilam go w piec minut (i to dobrze (ze sie tak pochwale;p)) a oni siedzieli 55 min, mazali zmieniali odpowiedz... mega fun ;)

W piatek mialam spotkanie Rotary- Jennifer wzielam mnie ze szkoly po 3 lekcjach i pojechalismy ( a raczej pojechalysmy). No wiec spotkanie jak spotkanie- oficjalnie ( ale na szczescie z humorem) duuuzo pysznego jedzenia (UWIELBIAM ICH JEDZENIE- WARTO TU PRZYJECHAC CHODZBY DLA SAMEGO JEDZENIA) nasza krotka prezentacja naszej jakze to interesujacej osoby i tyle. W Phoenix jest na 5.  swietna sprawa, bedzie mozna pomyslec o robieniu roznych rzeczy razem...




nastepnie po spotkaniu pojechalysmy na zakupy z Jennifer;) to bylo cos niesamowitego- mall wielki jak Bonarka, ale jkakos tak przyjemniej, ani jednego znajomego sklepu, mnostwo zabawy, mnostwo zakupow - zyc nie umierac. Tylko to strasznie meczy.

Po spedzeniu kilku ladnych godzin chodzac po sklepach pojechalysmy do fantaftycznej knajpki OUTBACK na pyszny dinner.

Kiedy wrocilam do domu z nadzieja na prysznic i lozko moja rodzinka oznajmila mi: idziemy na mecz footbal'u. Coz bylo robic- wstac wygrzebac w sobie poklady nowej energi i ruszyc przed siebie...







I tak uplynal mi piatek...

Natomiast sobota... Oh to bedzie niezapomniany dzien... Cala 14 razem, 14 niesamowitych ludzi, 14 niesamowitych ludzi z roznych krajow, 14 niesamowitych ludzi z calego swiata, 14 niesamowitych ludzi nareszcie razem.

To bylo takie niesamowite, widziec ich nareszcie na zywo. Mielismy kontakt przez 4 miesiace tylko w internecie, znalismy sie ze zdjec, a tu nagle stoimu w jednej sali i rozmawiamy ze soba... Swietna sprawa ;)


Po 9 godzinnej konferencji pool party. Znow mnostwo pysznego jedzenia, genialna atmosfera, zdjecia pod woda, rozmowy o wszystkim i o niczym i nawet uwaga uwaga przyjechal do nas taki samochod jak na filmach- z melodyjka i lodami;) to bylo swietne ;)


I ci wszyscy ludzie z Rotary sa tacy pomocni, za wszelka cene chca cie poznac, pomoc, spotkac sie z toba--> teraz nawet Train Tour nie wydaje sie taki odlegly, bo kazdy z nich daje ci pomysly jak zebrac taka kupe kasy(3200$) zebys tylko mial mozliwosc zobaczyc ich piekny kraj. Wypytuja cie gdzie bys chcial pojechac zeby spelnic twoje marzenia bo moze akurat beda tam no wiec czemu mieli by cie nie zabrac ze soba?

Szykuje nam sie w pazdzierniku oboz nad Havasu Falls ( zobaczcie w google jakie niesamowite widoki... ja nie mam zdjec (NA RAZIE :P)) w polaczeniu z 2 innymi dystryktami a Az, wiec bedzie jeszcze wiecej nowych ludzi ;)

Byli na tym spotkaniu ex wymiency ktorzy wlasnie wrocili, opowiadali nam rozne ciekawe historie (nie tak oficjalnie jak Rotary ;P). Tak wiec jak do tej pory byl to chyba najlepszy weekend, najlepsze dni tu w arizonie ;)

Co moge jeszcze powiedziec? Mysle ze zmienilam swoje zdanie na temat nastawienia do ludzi... Duzo osob z ktorymi rozmawialam przed wymiana mowilo ze wola spedzac czas z wymiencami niz z Amerykanami, poniewac wymiency sa cudowni, a Amerykanie? no coz sa rozpieszczeni, czasem sztuczni w tym byciu milymi, niesamowicie wygodni( wszedzie samochodem bo 5 metrow na nogach to za duzo)... Nie mowie ze sa zli!! Absolutnie, mozna sie z nimi swietnie bawic, sedzic cudownie czas, ale takie szczere prawdziwe relacje tworza sie wlasnie z innymi wymiencami, ktorzy sa w takiej samej sytuacji jak ty... To jest niesamowita wiez- moge to powiedzec juz po 2 dniach spedzonych razem ;)

Co wiecej?? Nic nie bede juz zanudzac ;) zapowiada sie mega duzo niesamowitych przygod, atrakcji no i jak wiekszosc mowi: NAJLEPSZY ROK W ZYCIU ;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Kochana Arizono...

No wiec dzis minal 12 dzien mojego pobytu poza granicami Polski.
Chyba moge juz powiedziec ze sie w pelni zaaklimatyzowalam (ha umiem juz plynnie przechodzic z polskiego na angielski i odwrotnie- podoba mi sie to ;))

Szkola jak szkola- ogromna ale nie gubie sie na szczescie przechadzac od budynku do budynku;p Lunch w szkole okropny... nie mam pojecia jak oni moga to jesc. Nauczyciele sa cudowni - na ekonomi siedze jak kolek nic nie rozumiejac ( ale jestem ambitniejsza Marta niz ty bo nie patrze w okno ( poniewaz okno niestety jest za mna) tylko czasem zdarzy mi sie tlumaczys slowka na marketing, ale tylko czasem), poza tym uwielbiam jak mr. Lovell przytacza caly czas Polske jako przyklad ekonomicznego dna caly czas szukajac u mnie potwierdzenia ;)

A no wlasnie jeszcze wrocmy do mojego podzialu godzin:

ekonomia
angielski
marketing
nie mam pojecia jak to przetlumaczyc ale chodzi o to ze organizujemy imprezy szkolne
lunch
publikacja- tworzenie yearbook'a
gotowanie

Tak tak przyznaje sie nie wyslilam sie za bardzo ale przyznam ze marketing daje w kosc za to nauczyciel cuuuudowny... Wytlumaczyl ostatnio klasie co ma robic a nastepnie wzial mnie do osobnego stolika i zaczal powoli tlumaczyc wszystko mi, obiecal ze jesli bedzie taka potrzeba bedzie ze mna pracowac co dzien no i ze przeogromnie sie cieszy ze mnie ma u siebie na zajeciach- to bylo takie mile i calkiem wzruszajace;p

Ahhh nie cierpie ich dat i godzin- caly czas nie moge sie przyzwyczaic ze najpierw miesiac i ze o siodmej moze oznaczac zarowno rano jak i wieczor- w czwartek dostalam informacje ze w piatek o 7 przyjedzie do mnie Jennifer- moja consoler no wiec wstalam o 6.45 i czekam czekam no i moge sobie tak czekac;p przyjechala wieczorem haha tak tak wiem chyba tylko ja jestem do tego zdolna;p no ale niewazne
Ona jest fantastyczna, przywiozla ze soba bykiet z owocow i jeszcze kilka innych drobiazgow ale to bylo niesamowite, wygladalo tak fantastycznie:))) poza tym stwierdzila ze ona w Az jest tylko 2 lata i nie zna praktycznie niczego wiec jesli tylko chce cos zobaczyc to w kazdej chwili moge do niej zadzwonic i ze jest bardzo otwarta na propozycje.

No w kazdym razie tak to wygladalo ;)

Bylam dzis w kosciele-- jupi znalazlam na reszcie katolicki i uwaga uwaga wszystko bylo po polsku, to bylo takie dziwne-> na chwile zapomnialam ze jestem za oceanem ale wyrwala mnie z tego Marlene, ktora dzielnie ze mna poszla i caly czas sie dopytywala co sie teraz dzieje;p

Lunch spedzilismy w japonskiej restauracji i moge powiedziec stanowczo- sushi to raczej nie moje klimaty;p ja bede wierna Arizonie i co za tym idzie kuchni mexykanskiej ;))

W piatek mam pierwsze spotkanie Rotary, w weekend orienton no i  w tygodniu szkole wiec nie ma czasu na nude ;)
Do napisania ;))

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pierwsze dni za oceanem

TU JEST NIESAMOWICIE...

tyle sie dzieje..

No ale po kolei. We wtorek bylam na kreglach. Otoz przyznam sie wam bez bicia nigdy wczesniej nie gralam. I otoz przyznam sie wam bez bicia po raz drugi pod koniec wygralam rozgrywke ;)) Tak tak wiem ja tez jestem z siebie dumna ;)
Byli tam genialni ludzie, tacy rozesmiani, wyluzowani...

Wiecie co jest niesamowite?? Oni uwielbiaja spelniac moje zachcialnki. W srode jak Marlene wrocila z pracy, zapytala co chcialabym na dinner.. kurczaka, rybe, steka?? Cokolwiek chce niech jej powiem.. Ok ryba bedzie w porzadku pomyslalam sobie. Poszla, poszperala w lodowce- niestety mam tylko mrozona, wiec jedziemy do sklepu ;) sytuacja powtorzyla sie juz kilkukrotnie ze jesli chcialam cos czego nie bylo w domu wsiadalysmy do samochodu i jechalysmy tylko po to do sklepu ;)
Btw ich sklepy sa niesamowite- jest w nich wszystko od jedzenia, przez kosmetyki, leki, artykuly szkolne, zabawki, sprzet do strzelania, az po czesci samochodowe i opony. Dalej jesli jestesmy juz przy sklepach.. sa nieziemsko leniwi- wszystko pokrojone w plasterki, paseczki, kosteczki i poukladane w pudelkach, owoce- slodkie jak stad do wiecznosci( nie wiem czy oni to dosladzaja czy co??)

Ha w czwartek zalecialo mi Polska ;) No wiec moja jakze wspaniala host mama zabrala mnie do sklepu z polska zywnoscia: WOW- jak sie wchodzi czuje sie dokladnie taki sam zapach jak w naszych malutkich sklepikach, wystroj tez jak nie z Ameryki:) Milo bylo zobaczyc dzemy Lowicz(;p) milke czy barszcz czerwony;)
Wieczorem pojechalismy na mala impreze w amerykanskim stylu ( jeszcze nigdy tyle razy nie wypowiadalam swojego imienia nie liczac dzisiejszego dnia w szkole). Mama gospodarza jest z pochodzenia Polka i nawet mowi po polsku, wiec porozmawialysmy chwile w ojczystym jezyku na co ludzie, ktorzy z nam sie przysluchiwali zareagowali uwielbieniem... Stwierdzili ze nasz jezyk jest piekny ;)

Uwielbiam ich spontany ;) w sobote kolo 21 siedzielismy u Codiego i chlopaki wpadli na genialny pomysl zeby jechac do kina. Poczatkowo myslalam ze to zart a tu okazuje sie ze nie.. no to dawaj jedziemy do kina.. 30 min w drodze i akurat sie udalo ;) film mial zaczac sie za 5 min ;)


A teraz czas na niedziele ;) Coz to byl za niesamowity dzien ;)


Otoz wstalismy kolo 7 i pojechalismy w gory (ich gory sa inne- brazowe, kamieniste ze stepowa roslinnoscia). Po co? dobre pytanie;) Otoz w ramach pozegnania Stu i Marco poniewaz wyjezdzaja do koledzu. A teraz drugie pytanie: Po co?? ( po to co tygryski lubia najbardziej ;P) postrzelac. Tak tak swietna sprawa.. Czemu w Radosnej 1. nie pozwalaja nam bawic sie prawdziwa bronia? a 2. jesli nie to chociaz krotka?? no trudno...
Ale to byla fantastyczna sprawa... Tak fajnie mozna bylo sie wyladowac ;) Uwielbiam to. Po poludniu gralismy w golfa a wieczorem pojechalismy do mexykanskiej knajpy ( podobno taka tradycja po grze w golfa- mexykanskie jedzonko ;P)


No i coz nadszedt ten dzien kiedy nastepuje koniec wakacji ;)
1. nie maja takiego uroczystego roku szkolnego jak my- ida normalnie ubrani od razu do klas i zaczynaja sie "uczyc" ( tego co oni robia nie mozna nazwac nauka- raczej zabawa z ksiazkami)
2. maja genialnych nauczycieli- nie sa dretwi, kazdy opowiedzial cos o sobie, swojej rodzinie, przeszlosci.. panuje przyjacielska atmosfera, nie ma takiego dystansu jak u nas... oczywiscie wymagaja szacunku do siebie ale wyglada to zupelnie inaczej, lubia zartowac, akceptuja czasem nawet bardzo odwazne docinki no i oczywiscie sa mega szczesliwi ze maja mnie na swoich zajeciach;)
3. mnostwo nowych ludzi- dokladnie jak na filmach- sa metale, punki, skaty, barbie, outsidery- dla kazdego cos milego ;P

Wiecie, z racji tego ze chce tu pisac tylko prawde, cala prawde i oczywiscie tylko subiektywna prawde: jak patrzylam na niektore dziewczyny bylam przerazona... strojem, makijazem, fryzura ( tak sobie pomyslalam ze ciesze sie ze sie tu nie urodzilam, bo mogloby sie okazac ze sama bym sie tak robila...;( )  no wiec niektore traktuja chyba szkole jak wybieg? nie chyba zle slowo (!!!!!!!!!!! na to nie ma okreslenia!!!!!!!!!!!) fryzury- czasem bardziej wyczesane niz my robimy na naprawde duze imprezy (typu studniowka, wesele czy cos...)
Ale spokojnie istnieja tu tez normalne dziewczyny:) nie mowie oczywiscie ze tamte sa nienormalne ale jakos mnie do nich nie ciagnie...
Na lunchu wyladowalam przy stoliku druzyny footbolowej :)
ale nie bylam tam jedyna, byly takze dziewczyny, ktore poznalam na kreglach ;) ( tak tak jedne z tych normalnych;))

( nawet Marlene sie ostatnio mnie pytalam czemu przebywam caly czas z chlopakami, no ale co mialam jej powiedziec?? ze tylko wlasciwie oni wydaja sie tu normalni? nie mysla o tym zeby co chwile chodzic do lazienki i poprawic wlosy... no coz na szczescie jak powiedzialam ( a raczej napisalam) wczesniej sa tu nie tylko barbie)

Poza tym co slychac?? Hmm.. no wiec wszystko jest u nich pretty: pretty smal, pretty big, pretty close, pretty simple itd. Sa bardzo podzieleni mozna zauwazyc ze faceci lubia zartowac, maja dystans do siebie i otoczenia, natomiast dziewczyny jak i panie sa bardziej  zdystansowane.
Wszyscy sa bardzo pomocni (i to jest fajne), uwielbiaja moje imie (choc wiekszosc ma problem z wymowieniem go za pierwszym razem), wszedzie jezdza samochoden, nawet do sasiada ktory mieszka 3 min z buta, no ale trudno im sie dziwic skoro maja 40 stopni za oknem a w autku jest klima:)

No wiec to by bylo na razie na tyle informacji z za oceanu ;) ale jesli macie jakies pytania to piszcie ;)

Sciskam was i przesylam calusyy ;*





















































wtorek, 9 sierpnia 2011

Czas zaczac przygode :)


Dolecialam...:)

Pierwsze co mi sie rzucilo w oczy po przylocie a raczej rzucilo sie na mnie to zar lejacy sie z nieba(przepraszam za to wiem jak sie musicie czuc ;P), i wbrew pozorom wcale nie jest tak jak myslalam- spodziewalam sie czegos takiego jak na poludniu Europy np. na chorwacji, na chorwacji jest umiarkowanie w porownaniu do tego... klimat jest suchy ale bardzo mocno sie odczuwa slonce a przeciez przyjechalam jak slonce zachodzilo wiec boje sie co bedzie dzisiaj :P
btw jesli chodzi o zachody kolejna niesamowita zecz mialam zrobic zdjecie ale akurat jedlismy kolacje i glupio bylo odchodzic ale jak zrobie to dodam :P

Na lotnisku w Londynie wyciagam Fokusa i zaczynam czytac, pani kolo mnie patrzy na niego z zainteresowaniem a ja sobie mysle ze no w sumie fajny obrazek, artykol ciekawy... szkoda tylo ze nie umie polskiego :P
 A tu za chwile pyta mnie - lecisz moze do Warszawy?
sluchaj jaki zdziw.... na takie duze lotnisko musialam usiasc akurat kolo niej i wyciagnac tego Focusa.... ale dobrze sie stalo bo bylam w GACIE A  i mowi mi ze z niego sa odloty tylko do Europy a zeby dojsc do B i C trzeba przejechac kolejka wiec mowi mi zebym nie czekala az mi sie wyswietli z ktorego tylko zebym juz przejechala, pojechalam wiec na B i tam juz pisalo ze mam z C tylko jeszcze nie dokladnie z ktorego- zaoszczedzilam wiec troszke czasu ;)

No wiec zalecialam odebralam bagaz przeszlam kontrole i ruszylam do wyjscia. Czekala na mnie Marlene(host mama) z kartka i wielkim bananem na twarzy : It's you?? ohh I'm so happy, welcom!!!
balam sie jak sie z nia dogadam ale jest ok ma bardzo wyrazny akcent w przeciwienstwie do Maxa(host brata) jej maz w sumie tez...
Wsiadlysmy do samochodu i ruszylysmy- dookola drog palmy, ziemia brazowa slonce niezle przygrzewa a na horyzonicie brazowe gory. Opisala mi gdzie wezmie mnie na rodeo i gdzie jest jej ulubiona knajpa (meksykanska, mowi ze takie jedzenie to 90% Arizony)
Zapytala czy chcialabym zobaczyc szkole ( no jasne ze chcialam) nie jest taka jak na filmach (typowo amerykanska :P) to jedna z tych starych gdzie klasy sa w osobnych budynkach ale wyglada fantastycznie, obok chyba z 8 kortow tenisowych no i oczywiscie do basebalu i futbolu.
Dojechalismy do domu i jej maz Walter wyszedl nam na spotkanie. Oprowadzili mnie po domku (jednopoziomowy, obszerny) i zaprowadzili mnie do pokoju! Kolejne wow!! Lozko jak z filmow na srodku pokoju wysokie i z miloinem poduszek :), wlasna garderoba i lazienka do dzielenia z Maxem a wlasciwie tylko prysznic bo toalety mamy osobno :)

Marlene mowi do mnie nie przejmuj sie balaganem jutro przyjdzie pani i posprzata :P

Wyszlismy do ogrodu, malutki, z hamakiem i grilem, ale natomiast za furtka mam pole golfowe i juz zlozona obietnice ze naucza mnie grac w weekend :) po drugiej stronie pola mieszka jakas ich znajoma ktora wyszla mnie przywitac, ma basen i mowi kiedy tylko chcesz to przychodz, nie wstydz sie :D

Wrocilismy i wlasnie przyszedl Max z treningu- usmiechniety kolejny raz powtorzyl sie po swoich poprzednikach Welcome i zabral do robienia kolacji :P podobno  to uwielbia :)
no wiec na kolacje do wyboru do koloru- klopsy na slodku z pure ziemniaczanym, miski pelne owocow i salatka warzywna z czeresniami.

Mam 2 psy i 3 koty ale nie jest zle, szczegolnie jeden sobie mnie upodobal i chodzi za mna krok w krok :P Jak dla osoby ktora nigdy nie miala zwierzaka jest to lekka zmiana :D

Mimo ze bylam juz od ok 30 godzin na nogacjh nie czulam zmeczenia wiec nie kladlam sie spac zeby jak najbardziej przeciagnac i zaczac sie przyzwyczajac...
tym sposobem jak chcialam juz isc spac wpadli przyjaciele Maxa i juz glupio bylo wychodzic wiec z nimi posiedzialam(okazalo sie ze wpadli tylko po to zeby mnie poznac). Jednym slowem zwariowani ludzie ale za icg jezykiem nie nadazalam prawie wcale;P W tym gronie byl takze moj drogi host brat Stu.

Kiedy poszli zdecydowalam sie w koncu isc spac :P byla giodzina 11.

Dzis obudzilam sie o szostej ale doszlam do wniosku ze to jeszcze nie czas i poszlam spac wstalam o 10.30 i zjadlam sniadanie teraz pisze a pozniej jedziemy z Maxem do szkoly zeby mnie po niej oprowadzil, wieczorem chca mnie razem z przyjaciolmi gdzies zabrac :P

jak bede miec zdjecia to dodam bo na razie nie mialam czasu robic.

Sciskam i tesknie :**

piątek, 5 sierpnia 2011

Ostatnie dni w Polsce

Jutro wieczorem jade do Warszawy, poniewaz wylatuje w poniedzialek o 8.10. Jak wiadomo na lotnisku trzeba byc wczesniej a do stolicy mam 6 godzin jazdy. Dzis niemily obowiazek jakim jest pakowanie. Nie mam pojecia jak sie spakuje na rok do jednej walizki (23kg a sama walizka wazy prawie 4 kg). Same prezenty waza pewnie polowe. Nienawidze sie pakowac, nie mam pojecia od czego zaczac. Musze dzis takze uporzadkowac pokoj, popakowac niepotrzebne rzeczy - dzien po moim wylocie przyjezdza Bruna - Brazylijka, ktora bedzie u nas pol roku i bedzie stacjonowac w moim pokoju. Jesli chodzi o sama wymiane to mam bardzo mieszane uczucia, nie mam pojecia jak to bedzie, obawiam sie mojego tragicznego wrecz angielskiego. Rodzinka wydaje sie mega sympatyczna i chetna do pomocy wiec w nich cala moja nadzieja :))

Hmmm.. lece sie zmierzyc z moim dorobkiem i ta nieszczesna walizka :) do napisania po drugiej stronie Atlantyku :)