piątek, 9 grudnia 2011

4 miesiace

Wczoraj minely 4 miesiace od mojego wyjazdu...
Tak ciezko uwiezyc ze to juz tyle czasu... Nie mialam jeszcze niczego takiego jak homesick ani nic w tym stylu. Za to nie powiem, moge docenic wszystko co mialam w Polsce, nawet to ze trzeba bylo odsniezac podjazd, czego zaplata byl snieg iskrzacy sie w blasku swiatel noca. Czasem tak zwyczajnie brakuje mi atmosfery ciepla i bezpieczenstwa, zapachu domowego obiadu w domu jak wracalam w piatek wieczorem po 2 tygodniach nieobecnosci..

Z nowinek, coz, zaczelo siejuz pod koniec pazdziernika z ozdobami i wszystkim innym ale nie sadzilam ze ubieraja choinke na miesiac przed swietami. U mnie w sasiedztwie wszyscy jak jedem maz wyciagneli ozdoby zaraz po swiecie dziekczynienia, ubrali choinki i nie powiem... palmy w swiatelkach i domy ozdobione jak na filmach wygladaja nieziemsko!!! ( obiecuje dodam zdjecie nastepnym razem)

O wlasnie!! swieto dziekczynienia!! mielismy 2 wielgachne indyki, slodkie ziemniaki i inne tradycyjne dania. W tym swiecie chodzi juz chyba tylko o to zeby za duzo zjesc ;)

Wlasnie ze sie tak pochwale zrobilam muffinki cytrynowe i nie powiem wygladaja calkiem apetycznie. Jedziemy dzis do Wielkiego Kanionu wiec nastepnej notki mozecie sie spodziewac wlasnie o tym ;)

wczoraj rowniez zjadlam najlepsze spaghetti na swiecie i znalazlam plaszczyk na ktory jestem chora ale coz... chyba nie stac mnie jeszcze na takie bajery :)

O i mam!! sprobowalam i moj wypiek jest wrecz genialny ( troszke mamus zmodyfikowalam twoj przepis i o dziwo dziala!! mozesz byc ze mnie dumna;))

I na zakonczenie dodam ze tak wiem, slyszalam ze za zadko dodaje notatki ale to chyba dobrze?? oznaka ze sie nie nudze? W kazdym razie nie myslcie ze o was zapomnialam bo tak nie jest!
A jesli chodzi o bloga to wiem ze moje obietnice nie sa juz nic warte ale postaram sie jak najszybciej po powrocie pokazac zdjecia domow w ozdobach, moich muffinek no i oczywiscie jednego z cudow swiata. I tego nie obiecuje ale moze uda mi sie dodawac czesciej notatki ;)

Buziole dla was :**

piątek, 4 listopada 2011

Raj na ziemi!!!

Wlasnie pomalowalam paznokcie ( nie zeby dla przyjemnosci! otoz jutro mamy gale razem z rotary i trzeba byc w strojach wieczorowych wiec paznokcie tez trzeba zrobic. A co!!) i po raz kolejny z wyrzutami sumienia pomyslalam czas dodac wreszcie ta notatke na bloga. Tak wiec pisze.

Po kolei. Opisze dzis moje 3 dni w najpiekniejszym miejscu na ziemi dodam troche fotek i powiem co nieco o zyciu codziennym. W trakcie przerwy jesiennej bylam w Kaliforni ale o tym postaram sie apisac w nastepnej notce razem z opisem gali i innych nadchodzacych spraw.

Tak wiec pojechalismy razem z Rotary do rezerwatu idianskiego havasupai co po krotce jest czescia wielkiego kanionu ale nie dokladnie nim jest. W kazdym razie ie da sie stanac na szczycie i zobaczyc tych kilometrow przestrzei ale uwierzcie tez zapipera dech w piersiach. Zeby zejsc na dol do rezerwatu aby zobaczyc cud natury jakim byl wodospad oraz spedzic niesamowity czas z wymiencami ( i uwaga tym razem rowiez z innych dwoch dystryktow) trzeba bylo pokonac 11 mil co daje na ok 20 km. I o ile droga w dol byla znosna to droga pod gore byla istna meczarnia!!!
Kiedy jednak pokonalismy wlasne slabosci rozbilismy nasze namioty ( wygladajace jak haremy dla 8 osob kazdy) i zabrlismy sie za przygotowanie kolacji. Zylismy przez 3 dni w totalnym odcieciu od swiata, bez elektryki,  biezacej wody i tego wszystkiego. Kapalismy sie w rzece w srodku pazdziernika i z temperatura powietrza adal powyzej 30 stopni ( tyle ze woda byla lodowata). Ogolnie nie umiem oddac tej atmosfery jaka tam panowala- ale gdziekolwiek by sie czlowiek nie ogladnal to pojawiala sie w myslach mysl? to nie ma sensu... ale w glowie bylo cos takiego: to jest niesamowite i nie moze istniec naprawde, nic co tak pieknie wyglada nie moze byc prawdziwe. Ale bylo!! Bo nie wierze ze mam az taka wyobraznie ktora na dodatek popieraja moje zdjecia i wszystkie inne w internecie. Kolejny dzien spedzilismy caly na zabawie z innymi wymiencami. Tak slowo zabawie brzmi dziwnie dla ludzi powyzej 16 roku zycia ale jednak- mozna bylo poczuc sie jak male dziecko i o dziwo nie nudzilismy sie bez internetu i innych wynalazkow, ale sklamie jesli nie wspomne ze iPod'y nie byly w ruchu bo wieczorami tez trzeba bylo cos robic a co jak nie tanczyc?? No i wreszcie ostatni dzien meczarnia 11 mil w gore co juz nie bylo mila i sympatyczna wedrowka w dolinie kanionu ale mordercza wspinaczka. Mimo wszystko co moge powiedziec?? Warto bylo i gdybym mogla bez wachania zrobilabym jeszcze raz to samo!!!

No a teraz kilka zdjec zebyscie tez sie mogli troszke pozachwycac ;)


















Pozniej mialam dzien przerwy i pojechalam do Kaliforni z moja Hmama i Le z Brazyli ale o tym kiedy indziej bo juz nie zaladuje mi kolejnej masy ( calej masy ok 600) zdjec.

Miedzy-czasie zrobilysmy z Le i jej Hsiostra pizama party gdzie wycinalysmy dynie na Halloween i gralysmy w ruletke i robilysmy mnostwo przeroznych rzeczy.


 Taki osiagnelysmy w kazdym razie efekt.


Co wiecej?? Na Halloween bylismy zbierac slodycze po domach tak jak robia dzieciaki do 7 roku zycia. Ale bylo zabawnie. Przegapilam moj Homecoming w szkole tutaj jaki i polmetek w szkole w Polsce.

I chyba nie dzieje sie nic ciekawego. Poza tym ze co chwile cos sie dzieje ale nie da sie tego oddac tak w slowach zeby bylo takie jak naprawde jest.

No dobrze przyznam sie - poznalam milosc swojego zycia: ma 10 lat i jest najmadrzejszym chlopakiem jakiego dane mi bylo poznac. I w tym momencie to nie jest sarkazm!! jest niesamowicie inteligetny i ma ogramna wiedze i bynajmniej nie chodzi mi o wiedze ksiazkowa! Poza tym ma nienaganne maniery w stosunku do dziewczyn co jak na taki wiek a co dopiero jak na Amerykanina jest nieprawdopodobnym wyczynem. No i jak sie nie zakochac?? No ale mamus spokojnie, nie masz sie o co denerwowac bo uwaga... podjelam decyzje zamienienia mojego cudownego roku odpoczynku od szkoly ( no powiedzmy sobie szczerze na czym to polega) na kolejny rok ciezkiej pracy. W ostatnim czasie podjelam decyzje na zmiane mojego podzialu godzin i zdaniu za wszelka cene egzaminu koncowego wiec szykuje sie mnostwo pracy do szkoly ale jestem dosc zdeterminowana wiec powinno wyjsc.


Koncze juz zanudzac. Napisze w miare szybko o Kaliforni i Gali. Dodam kolejne zdjecia. Z wiadomosci codziennych pogoda: w granicach 27-32 stopni, czasami pochmurno, dzis dokladnie 4 deszcz od mojego przylotu. Z jezykiem... Czasem zdarza mi sie jeszcze nie lapac wszystich idiomow ale ambitnie kupilam ksiazke z tlumaczeniem ( oczywiscie angielsko angielska bo na polska nie ma co liczyc). Zadziwiajace jest jak dalej nie maja dosc tych wszystkich pytan na temat wszystkiego :D i ambitnie nauczylam jedna dziewczyne w szkole ze istnieje cos takiego jak kantor i mozna wymienic pieniadze na inna walute. Zdziwienie na jej twarzy bylo bezcenne :))

I tak na koniec buziaki dla mojej rodzinki, moich dziewczyn z Radosnej, Maji i Marty B :******

wtorek, 11 października 2011

Czas ucieka jak szalony...

Na wstepie musze sie wyzalic ze powoli przestaje mi sie podobac pomysl tego bloga... Chodzi glownie o to ze musze sie przestawiac z jednego myslenia na drugie co powoli staje sie nie tyle trudne co meczace... Tak przyznaje sie tak wygodnie mi sie juz mysli po angielsku ze latwiej mi nie zaczynac budowac zdan w jezyku ojczystym ;) Jak juz jestesmy przy tym temacie to wam sie tylko tak pochwale ze od jakis 2 tygodni snie po angielsku i jest to delikatnie mowiac smieszne a conajmniej dziwne.

O wiem co chcialam powiedziec... jesli macie jakiekolwiek pytanie dotyczace wymiany prosze o maila a nie pytania w komentarzach bo jest to miejsce nieodpowiednie na takie sprawy.

Nie pisalam dosc dlugo bo nie bylo za bardzo co do pisanie. Nie to zeby sie nic nie dzialo - wrecz przeciwnie, ale czasem, tak mysle, dobrze zostawic pewne sprawy dla siebie i ich nie wystawiac na publike ;)  W kazdm razie daje znac ze zyje, wszystko w porzadku i w ogole ;)

Z ciekawostek zaliczylam chinska knajpe rodem z Zakreconego piatku. Lampiony, stoliki, witraze i kelnerzy.... Mieli chyba jeszcze zabawniejszy akcent niz ja :P
Bylam takze w muzeum Indian Pierwotnych i to tez byla niezla frajda. Zobaczyc jak oni zyli i sobie radzili kiedy normalny ( mam na mysli raczej XXI wieku) czlowiek nawet nie potrafi stworzyc sobie takiego obrazu w glowie.

A w ostatni weekend mialysmy pizama party z Le z Brazyli i jej host siostra. Robilysmy dynie na halloween i mnostwo innych rzeczy ;) Postaram sie dodac zdjecia na facebooka jak najszbciej albo moze od razu powiem prawde jak mi sie bedzie chcialo :P

Na swoje wytlumaczenie mam tyle ze skonczyl nam sie sezon plywacki co sie rowna tylko z tym ze nie mamy juz regularnych zawodow z innymi szkolami natomiast zaczely sie jeszcze bardziej rygorystyczne treningi przygotowujace do mistrzostw stanu wiec chodze jak niezywa.

W tym tgodniu przepadan mi niestety/na szczescie moj homecoming... Ale spedze najprawdopodobniej fantastyczny czas z fantastycznymi ludzmi w fantastycznym miejscu. Juz sie nie moge doczekac!!! A dodatkowy plus jest taki ze nie bede w piotek i polowe czwartku w szkole!!! Tak na pocieszenie dodam tyle ze po powrocie z camp'u mamy tydzien przerwy jesiennej ;) Ale nie powinniscie zywic zlych uczuc o to w koncu to nie moja wina ;))

Niby chcialabym napisac wiecej rzeczy ale z drugiej strony zdaje sobie sprawe ze albo nie powinnam albo nie wypada wiec napisze jeszcze tylko takja refleksje ze ostatnio przerazilam sie nie na zarty. Otoz okazuje sie ze jestem juz tu dwa miesiace i to jest takie strasznie i przepotwornie przykre, dlatego ze czas leci za szybko tak mi sie wydaje. W kazdym razie zrobilo mi sie przykro bo pomyslalam sobie ze bede tu juz tylko 9,5 miesiaca a nie 11.5 jak to bylo kiedy tu przyjechalam. Ale z drugiej strony to dobrze poniewaz dostalam swego rodzaju kopa do wykorzystania tego czasu dokladnie jak chce. Obiecuje napisac kolo poiedzialku jak bylo na obozie i najprawdopodobnie wtedy dodam fotki. Trzymajcie sie cieplo!!

I chcialam jeszcze tylko przekazac mojej najlepszej pod sloncem rodzince ze bardzo mocno was kocham ;*

środa, 21 września 2011

Flagstaff, dzungla i inne sprawy.! CD2

Zeby nie robic wielkich zaleglosci zmobilizowalam sie i dokoncze wczorajsza notke.

Tak wiec jak wspomnialam bylysmy we Flagstaff. Zdjecia na facebooku dodane wiec nie bede sie w to bawic tutaj. A wiec od poczatku: wyjechalysmy zaraz po szkole czyli kolo 15. Droga byla ciekawa ale nie jak to bywa na wycieczkach szkolnych najlepsza ;) Zajechalsmy kolo 19, zanim sie ulokowalsmy, rozpakowalsmy  i tego typu sprawy zeszlo nam do 9, nastepnie gralismy w gry planszowe bawiac sie jak male dzieci i naprawde byla niesamowita atmosfera. W sobote rano wyruszylismy na caly dzien z domku, zeby zobaczyc jeden z milona roznych rodzajow kanionow jakie sa w Az. Byl to rodzaj kanionu z szarej skaly, ktora wygladala tak tylko z daleka, a podchodzac blizej byl to kolor paskowy czego totalnie nie ogarniam ;)
Taka niesamowita informacja- w skale byly wydrazone pomieszczena, gdzie zyli ludzie przed tysiacam lat- i tu odezwala sie moja druga strona wnetrza- ta lubiaca rozmyslac nad zwyklymi sprawami, ktore jednak po blizszych ogledzinach sa niezwykle. Otoz chodzi o to, ze ja tam bylam, niedawno, w 2011r i zachwycalam sie pieknem przyrody, a ludzie widzieli to juz tysiace lat przede mna, tez sie tym prawdopodobnie zachwycali, a co najwazniejsze prowadzli tam swoje normalne, codzienne zycie...
Po tej wyprawe ruszylismy na zwiedzanie, a raczej blizsze poznanie downtown. Bylo to miejsce jak na westernach, takie same puby, sklepy, ulce- przepiekna czesc miasta pomimo tego, ze ze spalinami, tlumem ludzi i innymi ludzkimi wymyslami. Zostalo zrobione w przeciagu godziny ponad 300 zdjec na kazdym aparacie, no ale niestety a moze na szczescie wieksza wiekszosc nie nadaje sie do publikacji, gdyz moze zagrozic i tak juz nadszarpnietej opini i podwazyc zdrowie psychiczne osob znajdujacych sie na tychze zdjeciach ;)

I tak nam zeszlo, wspomne jeszcze tylko o smiesznej sytuacj jaka miala miejsce w pizzerii- otoz zamowilismy pizze (no co innego sie tam robi??) i kelner pyta sie jakie chcemy dodatkowo sosy. Wiec ja z brazyljka, ze chcemy ketchup- i w tym momencie wszystkie oczy skierowaly sie w nasza strone z wysoko uniesionymi brwiami ;) Oni nie jadaja pizzy z ketchupem, gdyz jest juz tam przeciez sos pomidorowy :P


Wczoraj byly zawody plywackie, a przy okazji z racji tego ze bylo to ostatnie domowe spotkanie- bylo male swieto seniorow- mlodsi zrobili nam plakaty, przygotowali muffinki (maja nieziemskie muffinki ;)), kwiaty i inne bajery :



I jak da sie zauwazyc napredce zmieniane moje imie, poniewaz kazdy mysli ze pisze sie je przec C :P

Po zawodach ruszylismy do pizzeri ( tak wiem znow, ale oni zjadaja mnostwo pizzy:P). Tylko ze to nie byla taka zwyczajnie normalna- to byla typowo dziecieca pizzeria ;) Przygotowane zabawki, gry, ktore zjadaja multum kasy i takie tam. Ale zabawa byla przednia ;D Widac powroty do czasow  dzieciecych nie sa takie zle ;)

Dzis byly urodziny Savonna'y wiec zrobilam tort czekoladowy. Osobscie uwazam, ze nie byl niewiadomo jak cudowny- jednak odczuwalo sie ta podwojna chemie w skladnikach, natomiast pozeracze mojego dziela byli zachwyceni i zazyczyli sobie tego typu niespodzianke na swoje wlasne urodziny;)


_____________________________________________________________


Nadchodzi w zyciu kazdego czlowieka taki moment, ze pojawia sie na jego drodze druga osoba, ktora przewraca uporzadkowany swiat do gory nogam i sprawia, ze stajemy sie zupelne inna osoba. Nic nie jest juz takie samo jak bylo wczesniej, my nie jestesmy tacy sami. Potrafi ci ktos taki dac nesamowicie duzo z siebie a ty pozniej tylko siedzisz i zastanawiasz sie dlaczego ona to robi. I tak naprawde nie ma znaczenia czy bedzie to chlopak czy dziewczyna, czy bedzie to rowiesnik czy osoba starsza o 20 lat. Zmienia twoje zycie i koniec, nie wiesz jakim cudem ale potrafi sie ona stac najwazniejsza osoba w twom zyciu, poniewaz ryzykuje, dajac ci siebe, odkrywajac swoje wnetrze, wyrzucajac na swiatlo dzienne najbolesniejsze a zarazem najwazniejsze dla niej sprawy z nadzieja, ze zrobisz to samo- a ty to robisz i wiesz, ze mozesz jej zaufac ;))

Flagstaff, dzungla i inne sprawy.!

Na poczatku zaznacze, ze niektore bledy w poprzedniej notce byly specjalnie ( tak na pamiatke znajomosci z Marta B. :)), a te ktore nie byly specjalnie.. no coz bardzo przepraszam. Postaram sie jak najlepiej pisac kolejne posty. Zostalo mi rowniez zarzucone ze moj jezyk staje sie ubogi i plytki, ale tu chodzi o to ze w tym momencie jestem juz na angielskim mysleniu i moje pisanie wyglada jakos tak, ze tlumacze na polski to co mowie na codzien po angielsku. Nie wiem czy zrozumieliscie bo sama chyba nie rozumiem tego co naisalam... W kazdym razie chodzi o to ze ich jezyk jest plytki, bardzo plytki - uzywaja caly czas tych samych slow do opisu miliona roznych rzeczy i tematow. No i kolejne, chyba ostatnie na dzis, sprostowanie, ze opisuje negatywy. Otoz chodzi o to ze negatywne sprawy jakos latwiej opisac niz te pozytywne... Negatywne mozna oddac bardzo latwo za pomoca slow i kazdy zrozumie natomiast z pozytywna strona wymiany jest gorzej... Staralam sie juz nie raz i jak sluchalam tego co wyplywalo z moich ust wydawalo sie takie zwyczajne - a zwyczajne absolutnie nie jest!!
Jak juz jestesmy przy temacie niezwyklosci to znienawidzilam ostatnio szczerze zdjecia!! Jestem poirytowana jaki aparat jest niedoskonaly!! Nie umie oddac nawet w 50% tego  piekna przyrody, ktore czlowiek moze zobaczyc na zywo! Jest to takie jakies.. no nie wiem... bez uczucia, tak mi sie wydaje. Jak cos oglada sie na zywo to ma sie takie uczucie w srodku, takie indywidualne chyba, bo nie moge stwierdzic co inni czyja jak widza dokladnie to samo co ja ale  kazdemu towarzysza jakies uczucia, a zdjecia sa tego calkowicie pozbawione.

Bedac przy irytacji napomkne jeszcze tylko o irytacji skierowanej w kierunku mojego nauczyciela historii. Musze to napisac bo to uczucie sie klebi we mnie i czasem mam ochote sprzeniewierzyc sie ich mentalnosci bycia milym i powiedziec mu co mysle... Chodzi mianowicie o to, ze koles jest jak sciana. Mowie mu ze nie jestem w stanie napisac testu bo go nie rozumiem. Na to w odpowiedzi slysze ze to jest niemozliwe poniewaz moj angielski jest fantastyczny i tak ciezko mu zrozumiec, ze moge z nim pogadac normalnie ale nawet moj slownik nie posiada historycznego jezyka uzywanego na lekcji, nie wspominajac o mnie. Jakby nie bylo, czego sie spodziewalam? Zawsze byl to moj znienawidzony przedmiot :P


A teraz troszke o tym co sie wydarzylo od ostatniej notki. We wtorek byl zlot STUGO albo chyba po polsku stugow? z calego dystryktu w liceum Village Vista. Bylo to cos nieprawdopodobnego ( i wlasnie o to mi chodzi- chce wam powiedziec jak bylo ale slowa nie potrafia tego pokryc ;( ). Wladowalismy sie nasza 20 do 17 osobowego busa i ruszylismy w droge ktora trwala ok 30min, co nie jest absolutnie tragicznym wynikem, biorac pod uwage rozmiary Phoenix. Powital nas ogromny napis na szkole : WITAMY W DZUNGLI - byl to temat przewodni spotkania, w zwiazku z czym mielismy sie przebrac za zwierzeta dzungli:





No tak niektorzy poszli na latwizne :D

Samo spotkanie wygladalo tak, ze byly okrzyki, tance w "amerykanskim stylu", rozmowy o budowaniu relacji miedzyludzkich i takie tam. Padaly pomysly jak urzadzic homecoming i prom, a takze jak zagospodarowac lunch w szkole, muzyka i te sprawy...

Pozniej mielismy zawody, a reszta tygodnia uplynela mi standardowo: szkola treningi duzo smiechu i nowych slowek, zwrotow itp.;)

W weekend bylam w Flagstaff z Leticia z Brazyli i jej rodzinka. Widoczki jak u nas w gorach tyle ze na termometrze 38 stopni ;) niesamowicie spedzony czas, zaciesniona przyjazn i rozmowy o wszystkim...

a teraz juz jestem tak zmeczona ze reszte opowiem nastepnym razem.

sobota, 10 września 2011

15 min w godzine ;)

no tak jakos tak wyszlo ze przegapilam posta na moj miesiac za granica :P

Ale jakos tak nie bylo na to czasu poniewaz moja "miesiecznice" spedzilam w innym high school, gdyz, iz, poniewusz... mielismy zawody. Mamy takie fajne (albo i nie bo w koncu z wplecionym kolorem pomaranczowym ;P) kostiumy kapielowe i ogolnie caly ekwipunek w barwach szkoly (pomaranczowy i niebieski). A wlasnie jakos tak na marginesie wspomne, oni maja pzika do identyfikowania sie z tym gdzie naleza... Do kazdej najmniejszej grupy maja t-shirty itp, a co wiecej nie nazekaja tylko nosza to z duma. Takze tym sposobem mam juz koszulki: STUGO, seniora, szkoly, druzyny plywackiej, taa jezcze maja nam zalatwic yearbooka i zapewne jak po sezonie zmienia sie sporty do zmienia sie ubrania a raczej dojda;p No nic, niewazne.

O czym to ja mowilam?? No tak zawody... My mielismy barwy pomaranczowe a Moon Valley High School mial niebiekie.. no i uwaga... tak, oczywiscie ze wygralismy ;))

Poza tym co wiecej?? Zafundowali mi na moja "miesiecznice" najlepsza pizze pod sloncem ( mowie powaznie lepszej jeszcze w zyciu nie jadlam ;)). A i wiecie co jest ciekawe?? Skoro mieszkalam ten tydzien z moja druga host rodzinka moge stwierdzic jasno i klarownie ze to jest zabawne :P Pierwsza rodzinka zaraz po przyjezdzie powiedziala mi ze zna najlepsza knajpe z meksykanskim jedzeniem i najlepsza pizzerie i o dziwo jak tydzien temu przybylam do tego domu uslyszalam dokladnie to samo :P haha  co najlepsze zadne miejsce sie nie pokrywa... No wiec tak  jesli chodzi o pizze moge stwierdzic ktora lepsza ale niestety nie zrobie tego z daniami meksykanskimi poniewaz oni maja taki ogromny wybor a ja z mojej wrodzonej ciekawosci chce sprobowac wszystkiego... no tak po prostu jeszcze nie zdublowalam zadnej zeby stwierdzic ktora lepsza ;))

no to takie na czasie :) oni maja bzika na punkcie country a ja jakos tak nie narzekam.

Coz wiecej? Wczoraj bylam na naprawde duzej grze footballowej i niestety opuscilam nasza szkolna gre ale chlopaki wygrali i bez tego wiec nie za bardzo jest sie czym martwic :P
No wiec byla to gra pomiedzy Sun Devil i Missouri.. (tak tu rowniez nie pozostawie zludzen... Sun Devils czyli nasza druzyna wygrali 37:30). To bylo naprawde niesamowite uczucie... wiecie mowi sie ze polscy kibice to najlepsi kibice... moze cos w tym jest ale Amerykanie kochaja football, to nie jest tak ze chodza na mecz kibice- tu chadza na mecze cale rodziny i oni to naprawde kochaja!!! Musze sie przyznac ze od czasu kiedy zaczelam sie orientowac o co w tym naprawde chodzi ( a nie widziec tylko pelnych przemocy, napakowanych, rzucajacych sie na siebie kolesi) sama zaczelam sie wciagac i podoba mi sie to coraz bardziej.. Poza tym juz wiem jak sie musieli czuc grecy i rzymianie w starozytnosci na igrzyskach olimpijskich, jaki tam musial byc chalas :P Jeszcze nigdy w zyciu nie slyszalam takiego ryku jaki towazyszyl tej grze... Tak, to bylo fajne.
A no i jak sie okazuje pojecie czasu jest jednak bardzo wzgledne.. Otoz okazuje sie ze jednak 15 minut moze trwac godzine a nawet wiecej- wczoraj jedna z czesci grzy ( teoretycznie 15-minutowa ) trwala 1h13 min. No to bylo naprawde bardzo ciekawe przezycie;p

Wrocilismy do domu kolo 1 w nocy.. Cala gra trwala 4 godziny ale bylo warto. No i wygrali nasi- co sie tez liczy prawda? aaa no i jeszcze jedno- nie ma chamstwa! Oczywiscie byli i tacy ktozy wypili cos wiecej niz wode przed meczem ale nie zachowywali sie tak jak robia to ludzie na meczach nogi w  Polsce- nie wazne czy sie znamy czy nie kazdy kto kibicuje tej samej druzynie jest dla siebie mily i zyczliwy- jesli chodzi o kibicow przeciwnej druzyny nie moge stwierdzic bo siedzieli po drugiej stronie..

No i tak to wszystko wyglada;p

Nastepny tydzien zapowiada sie jakze ciekawie i tu pojawia sie problem bo powinnam byc w 2 miejscach na raz :) poniewaz we wtorek mamy zjazd wszystkich uczniow ze Stugo z Phoenix caly dzien.. gdzies ;) nie wiem dokladnie gdzie no ale nawet jakbym wiedziala to by to wam wielkiej roznicy nie zrobilo :P a po szkole mamy rowniez zawody plywackie na ktorych rowniez powinnam byc..
ale to dopiero we wtorek nie ma sie co martwic za wczesnie prawda?? ;) a w weekend wybieram sie z Leticia i jej host rodzinka do Flagstaff- tak wiem i naprawde mi tez jest niesamowicie przykro z tego powodu ze opuszcze szkole :P

Doszlam rowniez do porozumienia z panem od historii ze nie bedzie mi dawal ocen.. jako jedyny mial z tym problem poniewaz na marketinku dalo sie pogodzic moja kiepska znajomosc jezyka specjalistycznego z rysowaniem i photoshopem i tym sposobem moim zadaniem jest projektowanie albo na kartce albo na komputerza dokladnie tego czego zapragnie moj nauczyciel, np. ostatnio byla to deska snowboardowa - i wyszla mi naprawde calkiem niezla- az sama bym chciala taka miec ( no bo w koncu robilam to pod siebie, jakby nie bylo ;P) na angielskim dostalam lekture, a do niej plyte z audiobookiem i film- nie musisz rozumiec ogladnij film i sledz wzrokiem to czego sluchasz;p no czemu nie w kazdym razsie fajny sposob do nauki wymowy ;P ksiazka jakby nie bylo dostarcza mi nielada rozrywki przy tlumaczeniu (" nie musisz jej tlumaczyc" no ale wiecie moja wrodzona ciekawosc;p) poniewaz jest to stara ksiazka no wiec i stary jezyk, stare sformulowania... fajna sprawa.

Jesli chodzi o szkole oni maja naprawde latwa szkole- ograniczeniem dla mnie jest jedynie jezyk- wrecz smieszna mozna by rzec... piszac test moga zagladac do ksiazek notatek czy pracowac w parach, nauczyciele nie maja nastawienia znalezc cos czego sie nie douczyles ale raczej chca sprawic zeby nauka byla przyjemnascia i zebys mial ochote na wiecej.. I jak na moj gust to ma sens..

Szalenie mi sie podoba jak ludzie zaczynaja wykrzykiwac ze to jest genialne i ze oni tez tak chca jak sie dowiaduja ze jestem wymiencem, aaa no i standartowe pytanie: po jakiemu mowisz?? haha nie maja pojecia  swiecie. Przykladowo jest w szkole jakis chlopak z Serbi ( przeprowadzil sie jak mial 7 lat ale mowi po serbsku) no i podchodzi do mnie inny chlopak i mowi ze mozemy sobie pogadac, no wiec ja sie pytam po jakiemu? na co on no po waszemu. no wiec ja ale przeciez my nie mowimy w tym samym jezyku... i tu jego zdziwienie: jak to nie? przeciez jestescie z Europy!! Tak tak tez mialam z tego niezly ubaw;)

wtorek, 6 września 2011

Zle ze mna..

No wiec pozmienialam troche przedmioty ale jeszcze nie do konca jestem zadowolona... Ekonomie zastapilam historia i uwaga!! Uchodze za najmadrzejsza w klasie pomimo tego ze wszyscy znaja moje stosunki z tym przedmiotem :P Otoz wlasnie bierzemy ustroj polityczny starozytnej Grecji i Rzymu.. no wlasnie ;) udalo mi sie rowniez zmienic angielski na inny poziom ( gdyz poniewaz jakas madra osobistosc wyczytala w mojej aplikacji ze lubie czytac i dala mi English Reading- gdzie sie tyklo czyta ksiazki a pozniej pisze na ten temat eseje- a nie przyszlo jej do glowy ze lubie to robic ale np po polsku??) i teraz przynajmniej wiem o co na lekcji chodzi

Ale tak nawiazujac do tytulu... zle ze mna... nadszedl wrzesien, jestem tu juz miesiac i sie zaczelo.. dopadla mnie taka ogromna tesknota, taka naprawde niewyobrazalna tesknota
za matematyka..
Tak ja tez zaczynam sie obawiac o swoje zdrowie psychiczne a co najwazniejsze nie tylko ja ale takze moj consoler w szkole- kiedy jej powiedzialam ze chce jeszcze zmienic gotowanie na matematyke ( nie biore innych przedmiotow pod uwage bo za bardzo je lubie) popatrzyla sie na mnie z niedowierzaniem i zapytala : wiesz ilu uczniow ktorzy maja matematyke dalo by sie pociac za gotowanie?? No coz, ale to w koncu oni ;p


Ta szkola jest dziwna;p nie dosc ze nie zdaja sobie sprawy ze na barwy szkoly wybrali najgorszy kolor pod sloncem to jeszcze chca zeby w nim chodzic w kazdy piatek (jesli nie masz go na sobie to nic nie szkodzi ale lepiej jakbys mial...)


poza tym na lekcji samorzadu ambitnie zrobilismy plakaty dla wszystkich przedzialow wiekowych, no ale wiadomo ktory wyszedl nam najlepiej, prawda?? ;P



w rzeczywistosci wyglada jeszcze lepiej;p

Padly pytania o jezyk i centra handlowe...
Otoz centra sa przerozne, od malych, przyjemnych... po ogromne i mega ogromne ktore w brew pozorom i polskim realiom im wieksze tym przytulniejsze... Powaznie i nawet zakupy tak nie mecza jak w polsce ;)

A jesli chodzi o jezyk to no coz... ktos zaczyna ze mna rozmowe a ja na wstepie ze jestem wymiencem i nie mowie po angielsku, ale dziwnie kazdy to olewa i gada ze mna normalnie i o dziwo jestem w stanie przeprowadzic kilkugodzinna rozmowe i na kazdy temat...
Niby nie potrafie powiedziec tak ten miesiac tutaj dal mi cos jesli chodzi o jezyk ale jak zaczynam rozmawiac czy pisac czy cokolwiek to moge zauwazyc ogromna roznice zarowno w jezyku jak i w swobodzie mowienia pisania czy myslenia..
Co gorsza o wiele latwiej przychodzi mi myslec po angielsku, konstruowac zdania itp. co w sumie moze na czas pobytu tutaj jest dobre.
Nie powiem bo wraz ze wzrostem ilosci slowek ktore poznaje zwieksza sie rowniez moja chec na poglebianie znajomosci tegoz jezyka wiec translator stal sie moim najlepszym przyjacielem. Wiadomo ze jest to inny jezyk niz w szkole ale przeciez wlasnie o to chodzi o kontakty miedzy ludzkie a nie papierek. Podoba mi sie szalenie jeszcze to ze potrafie jednoczesnie pisac np. tego posta po polsku i rozmawiac z moja rodzinka i nie musze juz zbierac mysli zeby przechodzic z jednego w drugi tylko dzieje sie to jakos tak naturalnie... nie odbieram tego jakbym poslugiwala sie dwoma jezykami tylko jednym... To jest naprawde fajne ;))

Hmm.. poza tym mam tu kilku bardzo "ciekawych" chlopakow ktorych w zaden sposob nie idzie zniechecic... ale pisze o tym tylko dlatego ze po prostu mialam dzis mega smieszna sytuacje... jak juz ktorys dzien z rzedu zaczynaja rozmowe, no i padlo pytanie czy ide pozniej do collage'u. Nie wracam do Polski! Nie rob tego!!! nie martw sie o nic tylko zostan juz my sie toba zaopiekujemy... No coz chlopaki maja po 16 lat ale tak tez mozna czemu nie;p

Mowilam wam juz o lodach?? Sa genialne i to w kazdym smaku jaki sobie wymyslicie i maja miliony miejsc gdzie mozna je dostac a co jedno to lepsze.. a no i rozmiar oczywiscie... mala galka to jak hmm 4 nasze?? jak nie wiecej..  ale oni tu wszystko takie maja;p 

Co poza tym? moj tydzien wyglada atak ze ide do szkoly pozniej jade na zawody robic zdjecia ( z racji yearbook'a) a 7-9 mam trening po czym wracam tak padnieta ze ide spac ( oni maja niemilosiernych trenerow ktorzy nie rozumieja sformulowania ja juz nie dam rady przeplynac wiecej ;p.. ale moze to i dobrze - jak to Jacek stwierdzil bez takiego trenera nie bylabym w stanie robic tego co robie) W weekendy zazwyczaj mam czas dla Jennifer ( mojej consoler z Rotary) wymiencow no i oczywiscie uroczych Amerykanow... Z nimi naprawde nie idzie sie nudzic.

To byloby chyba na tyle ;) jak na razie.. Poza tym pojutrze bedzie rowny miesiac. No i juz dosc chwalenia sie;))




P.S.  haha Oskar masz racje oni sa smieszni jak staraja sie wymowic moje imie ( i inne wyrazy tez ktorych rowniez ucza sie bardzo ochoczo i z wielkim zapalem) ale nik tak uroczo nie jest w stanie kaleczyc mojego imienia jak ty :p

(moze byc tak czy jeszcze bardziej ci poslodzic?? xD)

niedziela, 4 września 2011

Teddy bear

Mozecie to sobie wyobrazic?? Juz prawie miesiac tu jestem... To jest takie dziwne troche. Bo jakby nie patrzec to z jednej strony mam wrazenie jakbym byla tu o wiele dluzej... wszystko jest juz takie moje, takie normalne i naturalne a z drugiej strony mam wrazenie ze ten czas leci za szybko- bo leci- nie mam juz 10 miesiecy ale tylko 9 i tak bedzie to uciekac coraz bardziej!

Jesli chodzi o to co u mnie slychac... No wlasnie to jest dobre pytanie... Musze sie nad tym  zastanowic. To jest dziwne ale nie potrafie sobie czassem przypomniec co robilam poprzedniego dnie- ale to jest fajne... Oni zyja tutaj dniem dzisiejszym- ktos tam kiedys powiedzial ze jak bedziesz umial zyc nie przeszloscia i nie przyszloscia ale w terazniejszosci to bedziesz naprawdenszczesliwym czlowiekiem... No dobra jesli mam byc szczera to nie bardzo da sie nie zyc troszeczke przyszloscia bo o na zapowiada sie bardzo ciekawie...

Otoz musze wam powiedziec ze ten tydzien spedzam z moja druga host rodzina, poniewaz pierwsza spedza go w New Jersey-pojechali odwiedzic mame mojego host taty, niewazne.
No wiec wracajac do tematu siedzimy sobie wczoraj w salonie i padlo jedno z ich ulubionych pytan (inne to czy mi sie tu podoba, jak jest w Polsce i jakie sa roznice) co chcialabym zobaczyc bedac tutaj. No wiec zaczynam wyliczanie miejsc o ktorych wiem ze nie ma ich w programie Train Tour: Miami ( jak i cala Ffloryde) Disneyland itd...

No i zaraz Neena ( moja nowa 12 letnia siostra) ze musimy tam pojechac jak najszybciej ( bedziemy tam niejeden raz- stwierdzila). Zaplanowali mi juz- jako ze bede wtedy mieszkac juz z nimi- moje 18 urodziny w Las Vega (no coz czemu nie, nie jest to w prawdzie wieczor kawalerski ale mozna sie i tak dobrze zabawic, prawda?)


cowiecej? jesli chodzi o szkole to szczerze mowiac czuje sie jak na wakacjach zero zadan domowych, zero obowiazkow, zabawa nowi ludzie, coraz lepszy angielski- no tak tylko musze wstawac o 6.50 (ale na lekcjach przewaznie da sie spac;p)

Nauczyciele z gory mnie skreslaja jesli chodzi o testy i takie tam a ja odkad mi powiedzielie ze nie moge zrobic diplomo raczej sie tym nie przejmuje...

Jak glosi tytul postu stalam sie maskotka drozyny footballowej- i to doslownie - z racji tego ze moj host brat do niej nalezy mialam okazje poznac wszystkich czlonkow juz w pierwszych dniach, ale nie spodziewalam sie ze tak sie to skonczy. Na kazdej lekcji mam przynajmniej jednego z nich no wiec automatycznie ciagna mnie ze soba na lunch czy wszystkie atrakcje jakie maja miejsce w godzinach pozalekcyjnych. No a ja  nie nazekam - mam wokol siebie 40 wysportowanych, swirnietych do granic mozliwosci ( oczywiscie pozytywnie) chlopakow ktorzy chca mi pokazac taka Ameryke czy jak tam kto woli Arizone badz Phoenix jakie oni znaja...

Haha tak i jeszcze jedno- no wiec udalo mi sie juz zaliczyc impreze jak z filmow i tak tak byly obowiazkowo czerwone kubki- ogolnie podsumowujac bylo zabawnie, byla gra w ping-ponga i takie tam inne, ktorych sie raczej u nas nie praktykuje;p
Nic wiecej na ten temat chyba nie powinnam pisac.

Poza tym zaczynam sie martwic o to ze palmy, kaktosy i te wszystkie piekne widoki jakie tu sa przestaja mnie zachwycac i staja sie normalnoscia. Przyzwyczajenia nas psuja. No dobrze skoncze juz z moimi wywodami.
W kazdym razie co sie da tu zauwazyc- nie ma nic wysokiego, wszystko jest niskie i rozlazle. Jak sie szarpna na apartamentowce to uwaga!  Zaszaleja na 2 pietra;p
Domu sa parterowe ale za to duze, rozlegle i tak jest ze wszystkim.

Nie wiem o czym moge jeszcze napisac... O np. jutrzejszy dzien jest wolny z okazji swieta pracy ;)

Jesli macie jakies pytania to piszcie;) postaram sie odpowiedziec najlepiej jak moge ;)


niedziela, 28 sierpnia 2011

Niesamowity czas - niesamowici ludzie ;)

Ojjj niedobrze.. duzo zaleglosci, wiec po kolei.

W poniedzialek na gotowaniu robilismy lody-> cos pysznego ( Mamus smakowaly dokladnie tak jak nasze lody z ogrodka ;))
Ha i jakze zabawna rzecz- caly czas mialam wrazenie ze to oni wygladaja staro ( ale jak widac prawda jest tylko subiektywna). Jakis kolec na gotowaniu podszedl do mnie i pyta ile mam lat: 14, 15?? Yyyy 17!! Naprawde?? wygladasz tak mlodo- no coz "dobre" wychowanie nie pozwolilo mi powiedziec - przepraszam ale uwazam ze to ty wygladasz staro;p Nastepnie musialam im tlumaczyc ze nie mamy palm! Nie macie palm?? Jak to mozliwe?? Tak sie sklada ze na swiecie jest tez inny klimat niz w Az wiec nie wszzedzie sa palmy!! Ohh to takie smutne, ale dorosli doskonale zdaja sobie sprawe z glupoty swoich dzieci i nas za to przepraszaja. Ale taka jest prawda, Amerykanie zwlaszcza ci mlodzi nie maja pojecia o swiecie... Najbardziej lubie pytanie w stylu : - W jakim jezyku mowisz?? -Yyy no po polsku.! - No co sie tak patrzycie!! Moze przeciez mowic po niemiecku, skad mam wiedziec po jakiemy tam mowia! ---> tak takie sytuacje sa mega;p

Podoba mi sie tez to ze nauczyciele maja duuuzy dustans do siebie-- podchodzi taki jeden do ucznia i pyta - o widze ze skonczyles juz pic, moze wyrzucic ta bytelke? --> wyobrazacie sobie taka sytuacje w polskiej szkole?? no tak ja tez nie.

Lubie kiedy chca zebym im mowila moje imie bez akcentu--> to takie fajne jak sie slucha kiedy lamia sobie jezyk na literce r;)

W srode ze sie tak pochwala z racji tego ze jedne z moich zajec to STUGO sprzedawalam kanapki z kurczakiem;p Komiczna sprawa iedy ktos podchodzi do budki na ktorej jest napisane KANAPKI Z KURCZAKIEM i pyta czy moge tu dostac kanapke z kurczakiem?? az chce sie powiedziec TAK TYLKO TO SPRZEDAJEMY!!! no ale coz... - "dobre" wychowanie.

Zmienilam klasy i zamiast ekonomi mam historie (tak wiem, dla mnie to tez komiczne- ja i historia) i byl test. Uwaga uczyli sie tego 2 tygodnie po czym maja pisac test ( a,b,c,d) o religiach i ja ktora ledwo mowi po angielsku zrobilam go w piec minut (i to dobrze (ze sie tak pochwale;p)) a oni siedzieli 55 min, mazali zmieniali odpowiedz... mega fun ;)

W piatek mialam spotkanie Rotary- Jennifer wzielam mnie ze szkoly po 3 lekcjach i pojechalismy ( a raczej pojechalysmy). No wiec spotkanie jak spotkanie- oficjalnie ( ale na szczescie z humorem) duuuzo pysznego jedzenia (UWIELBIAM ICH JEDZENIE- WARTO TU PRZYJECHAC CHODZBY DLA SAMEGO JEDZENIA) nasza krotka prezentacja naszej jakze to interesujacej osoby i tyle. W Phoenix jest na 5.  swietna sprawa, bedzie mozna pomyslec o robieniu roznych rzeczy razem...




nastepnie po spotkaniu pojechalysmy na zakupy z Jennifer;) to bylo cos niesamowitego- mall wielki jak Bonarka, ale jkakos tak przyjemniej, ani jednego znajomego sklepu, mnostwo zabawy, mnostwo zakupow - zyc nie umierac. Tylko to strasznie meczy.

Po spedzeniu kilku ladnych godzin chodzac po sklepach pojechalysmy do fantaftycznej knajpki OUTBACK na pyszny dinner.

Kiedy wrocilam do domu z nadzieja na prysznic i lozko moja rodzinka oznajmila mi: idziemy na mecz footbal'u. Coz bylo robic- wstac wygrzebac w sobie poklady nowej energi i ruszyc przed siebie...







I tak uplynal mi piatek...

Natomiast sobota... Oh to bedzie niezapomniany dzien... Cala 14 razem, 14 niesamowitych ludzi, 14 niesamowitych ludzi z roznych krajow, 14 niesamowitych ludzi z calego swiata, 14 niesamowitych ludzi nareszcie razem.

To bylo takie niesamowite, widziec ich nareszcie na zywo. Mielismy kontakt przez 4 miesiace tylko w internecie, znalismy sie ze zdjec, a tu nagle stoimu w jednej sali i rozmawiamy ze soba... Swietna sprawa ;)


Po 9 godzinnej konferencji pool party. Znow mnostwo pysznego jedzenia, genialna atmosfera, zdjecia pod woda, rozmowy o wszystkim i o niczym i nawet uwaga uwaga przyjechal do nas taki samochod jak na filmach- z melodyjka i lodami;) to bylo swietne ;)


I ci wszyscy ludzie z Rotary sa tacy pomocni, za wszelka cene chca cie poznac, pomoc, spotkac sie z toba--> teraz nawet Train Tour nie wydaje sie taki odlegly, bo kazdy z nich daje ci pomysly jak zebrac taka kupe kasy(3200$) zebys tylko mial mozliwosc zobaczyc ich piekny kraj. Wypytuja cie gdzie bys chcial pojechac zeby spelnic twoje marzenia bo moze akurat beda tam no wiec czemu mieli by cie nie zabrac ze soba?

Szykuje nam sie w pazdzierniku oboz nad Havasu Falls ( zobaczcie w google jakie niesamowite widoki... ja nie mam zdjec (NA RAZIE :P)) w polaczeniu z 2 innymi dystryktami a Az, wiec bedzie jeszcze wiecej nowych ludzi ;)

Byli na tym spotkaniu ex wymiency ktorzy wlasnie wrocili, opowiadali nam rozne ciekawe historie (nie tak oficjalnie jak Rotary ;P). Tak wiec jak do tej pory byl to chyba najlepszy weekend, najlepsze dni tu w arizonie ;)

Co moge jeszcze powiedziec? Mysle ze zmienilam swoje zdanie na temat nastawienia do ludzi... Duzo osob z ktorymi rozmawialam przed wymiana mowilo ze wola spedzac czas z wymiencami niz z Amerykanami, poniewac wymiency sa cudowni, a Amerykanie? no coz sa rozpieszczeni, czasem sztuczni w tym byciu milymi, niesamowicie wygodni( wszedzie samochodem bo 5 metrow na nogach to za duzo)... Nie mowie ze sa zli!! Absolutnie, mozna sie z nimi swietnie bawic, sedzic cudownie czas, ale takie szczere prawdziwe relacje tworza sie wlasnie z innymi wymiencami, ktorzy sa w takiej samej sytuacji jak ty... To jest niesamowita wiez- moge to powiedzec juz po 2 dniach spedzonych razem ;)

Co wiecej?? Nic nie bede juz zanudzac ;) zapowiada sie mega duzo niesamowitych przygod, atrakcji no i jak wiekszosc mowi: NAJLEPSZY ROK W ZYCIU ;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Kochana Arizono...

No wiec dzis minal 12 dzien mojego pobytu poza granicami Polski.
Chyba moge juz powiedziec ze sie w pelni zaaklimatyzowalam (ha umiem juz plynnie przechodzic z polskiego na angielski i odwrotnie- podoba mi sie to ;))

Szkola jak szkola- ogromna ale nie gubie sie na szczescie przechadzac od budynku do budynku;p Lunch w szkole okropny... nie mam pojecia jak oni moga to jesc. Nauczyciele sa cudowni - na ekonomi siedze jak kolek nic nie rozumiejac ( ale jestem ambitniejsza Marta niz ty bo nie patrze w okno ( poniewaz okno niestety jest za mna) tylko czasem zdarzy mi sie tlumaczys slowka na marketing, ale tylko czasem), poza tym uwielbiam jak mr. Lovell przytacza caly czas Polske jako przyklad ekonomicznego dna caly czas szukajac u mnie potwierdzenia ;)

A no wlasnie jeszcze wrocmy do mojego podzialu godzin:

ekonomia
angielski
marketing
nie mam pojecia jak to przetlumaczyc ale chodzi o to ze organizujemy imprezy szkolne
lunch
publikacja- tworzenie yearbook'a
gotowanie

Tak tak przyznaje sie nie wyslilam sie za bardzo ale przyznam ze marketing daje w kosc za to nauczyciel cuuuudowny... Wytlumaczyl ostatnio klasie co ma robic a nastepnie wzial mnie do osobnego stolika i zaczal powoli tlumaczyc wszystko mi, obiecal ze jesli bedzie taka potrzeba bedzie ze mna pracowac co dzien no i ze przeogromnie sie cieszy ze mnie ma u siebie na zajeciach- to bylo takie mile i calkiem wzruszajace;p

Ahhh nie cierpie ich dat i godzin- caly czas nie moge sie przyzwyczaic ze najpierw miesiac i ze o siodmej moze oznaczac zarowno rano jak i wieczor- w czwartek dostalam informacje ze w piatek o 7 przyjedzie do mnie Jennifer- moja consoler no wiec wstalam o 6.45 i czekam czekam no i moge sobie tak czekac;p przyjechala wieczorem haha tak tak wiem chyba tylko ja jestem do tego zdolna;p no ale niewazne
Ona jest fantastyczna, przywiozla ze soba bykiet z owocow i jeszcze kilka innych drobiazgow ale to bylo niesamowite, wygladalo tak fantastycznie:))) poza tym stwierdzila ze ona w Az jest tylko 2 lata i nie zna praktycznie niczego wiec jesli tylko chce cos zobaczyc to w kazdej chwili moge do niej zadzwonic i ze jest bardzo otwarta na propozycje.

No w kazdym razie tak to wygladalo ;)

Bylam dzis w kosciele-- jupi znalazlam na reszcie katolicki i uwaga uwaga wszystko bylo po polsku, to bylo takie dziwne-> na chwile zapomnialam ze jestem za oceanem ale wyrwala mnie z tego Marlene, ktora dzielnie ze mna poszla i caly czas sie dopytywala co sie teraz dzieje;p

Lunch spedzilismy w japonskiej restauracji i moge powiedziec stanowczo- sushi to raczej nie moje klimaty;p ja bede wierna Arizonie i co za tym idzie kuchni mexykanskiej ;))

W piatek mam pierwsze spotkanie Rotary, w weekend orienton no i  w tygodniu szkole wiec nie ma czasu na nude ;)
Do napisania ;))

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pierwsze dni za oceanem

TU JEST NIESAMOWICIE...

tyle sie dzieje..

No ale po kolei. We wtorek bylam na kreglach. Otoz przyznam sie wam bez bicia nigdy wczesniej nie gralam. I otoz przyznam sie wam bez bicia po raz drugi pod koniec wygralam rozgrywke ;)) Tak tak wiem ja tez jestem z siebie dumna ;)
Byli tam genialni ludzie, tacy rozesmiani, wyluzowani...

Wiecie co jest niesamowite?? Oni uwielbiaja spelniac moje zachcialnki. W srode jak Marlene wrocila z pracy, zapytala co chcialabym na dinner.. kurczaka, rybe, steka?? Cokolwiek chce niech jej powiem.. Ok ryba bedzie w porzadku pomyslalam sobie. Poszla, poszperala w lodowce- niestety mam tylko mrozona, wiec jedziemy do sklepu ;) sytuacja powtorzyla sie juz kilkukrotnie ze jesli chcialam cos czego nie bylo w domu wsiadalysmy do samochodu i jechalysmy tylko po to do sklepu ;)
Btw ich sklepy sa niesamowite- jest w nich wszystko od jedzenia, przez kosmetyki, leki, artykuly szkolne, zabawki, sprzet do strzelania, az po czesci samochodowe i opony. Dalej jesli jestesmy juz przy sklepach.. sa nieziemsko leniwi- wszystko pokrojone w plasterki, paseczki, kosteczki i poukladane w pudelkach, owoce- slodkie jak stad do wiecznosci( nie wiem czy oni to dosladzaja czy co??)

Ha w czwartek zalecialo mi Polska ;) No wiec moja jakze wspaniala host mama zabrala mnie do sklepu z polska zywnoscia: WOW- jak sie wchodzi czuje sie dokladnie taki sam zapach jak w naszych malutkich sklepikach, wystroj tez jak nie z Ameryki:) Milo bylo zobaczyc dzemy Lowicz(;p) milke czy barszcz czerwony;)
Wieczorem pojechalismy na mala impreze w amerykanskim stylu ( jeszcze nigdy tyle razy nie wypowiadalam swojego imienia nie liczac dzisiejszego dnia w szkole). Mama gospodarza jest z pochodzenia Polka i nawet mowi po polsku, wiec porozmawialysmy chwile w ojczystym jezyku na co ludzie, ktorzy z nam sie przysluchiwali zareagowali uwielbieniem... Stwierdzili ze nasz jezyk jest piekny ;)

Uwielbiam ich spontany ;) w sobote kolo 21 siedzielismy u Codiego i chlopaki wpadli na genialny pomysl zeby jechac do kina. Poczatkowo myslalam ze to zart a tu okazuje sie ze nie.. no to dawaj jedziemy do kina.. 30 min w drodze i akurat sie udalo ;) film mial zaczac sie za 5 min ;)


A teraz czas na niedziele ;) Coz to byl za niesamowity dzien ;)


Otoz wstalismy kolo 7 i pojechalismy w gory (ich gory sa inne- brazowe, kamieniste ze stepowa roslinnoscia). Po co? dobre pytanie;) Otoz w ramach pozegnania Stu i Marco poniewaz wyjezdzaja do koledzu. A teraz drugie pytanie: Po co?? ( po to co tygryski lubia najbardziej ;P) postrzelac. Tak tak swietna sprawa.. Czemu w Radosnej 1. nie pozwalaja nam bawic sie prawdziwa bronia? a 2. jesli nie to chociaz krotka?? no trudno...
Ale to byla fantastyczna sprawa... Tak fajnie mozna bylo sie wyladowac ;) Uwielbiam to. Po poludniu gralismy w golfa a wieczorem pojechalismy do mexykanskiej knajpy ( podobno taka tradycja po grze w golfa- mexykanskie jedzonko ;P)


No i coz nadszedt ten dzien kiedy nastepuje koniec wakacji ;)
1. nie maja takiego uroczystego roku szkolnego jak my- ida normalnie ubrani od razu do klas i zaczynaja sie "uczyc" ( tego co oni robia nie mozna nazwac nauka- raczej zabawa z ksiazkami)
2. maja genialnych nauczycieli- nie sa dretwi, kazdy opowiedzial cos o sobie, swojej rodzinie, przeszlosci.. panuje przyjacielska atmosfera, nie ma takiego dystansu jak u nas... oczywiscie wymagaja szacunku do siebie ale wyglada to zupelnie inaczej, lubia zartowac, akceptuja czasem nawet bardzo odwazne docinki no i oczywiscie sa mega szczesliwi ze maja mnie na swoich zajeciach;)
3. mnostwo nowych ludzi- dokladnie jak na filmach- sa metale, punki, skaty, barbie, outsidery- dla kazdego cos milego ;P

Wiecie, z racji tego ze chce tu pisac tylko prawde, cala prawde i oczywiscie tylko subiektywna prawde: jak patrzylam na niektore dziewczyny bylam przerazona... strojem, makijazem, fryzura ( tak sobie pomyslalam ze ciesze sie ze sie tu nie urodzilam, bo mogloby sie okazac ze sama bym sie tak robila...;( )  no wiec niektore traktuja chyba szkole jak wybieg? nie chyba zle slowo (!!!!!!!!!!! na to nie ma okreslenia!!!!!!!!!!!) fryzury- czasem bardziej wyczesane niz my robimy na naprawde duze imprezy (typu studniowka, wesele czy cos...)
Ale spokojnie istnieja tu tez normalne dziewczyny:) nie mowie oczywiscie ze tamte sa nienormalne ale jakos mnie do nich nie ciagnie...
Na lunchu wyladowalam przy stoliku druzyny footbolowej :)
ale nie bylam tam jedyna, byly takze dziewczyny, ktore poznalam na kreglach ;) ( tak tak jedne z tych normalnych;))

( nawet Marlene sie ostatnio mnie pytalam czemu przebywam caly czas z chlopakami, no ale co mialam jej powiedziec?? ze tylko wlasciwie oni wydaja sie tu normalni? nie mysla o tym zeby co chwile chodzic do lazienki i poprawic wlosy... no coz na szczescie jak powiedzialam ( a raczej napisalam) wczesniej sa tu nie tylko barbie)

Poza tym co slychac?? Hmm.. no wiec wszystko jest u nich pretty: pretty smal, pretty big, pretty close, pretty simple itd. Sa bardzo podzieleni mozna zauwazyc ze faceci lubia zartowac, maja dystans do siebie i otoczenia, natomiast dziewczyny jak i panie sa bardziej  zdystansowane.
Wszyscy sa bardzo pomocni (i to jest fajne), uwielbiaja moje imie (choc wiekszosc ma problem z wymowieniem go za pierwszym razem), wszedzie jezdza samochoden, nawet do sasiada ktory mieszka 3 min z buta, no ale trudno im sie dziwic skoro maja 40 stopni za oknem a w autku jest klima:)

No wiec to by bylo na razie na tyle informacji z za oceanu ;) ale jesli macie jakies pytania to piszcie ;)

Sciskam was i przesylam calusyy ;*





















































wtorek, 9 sierpnia 2011

Czas zaczac przygode :)


Dolecialam...:)

Pierwsze co mi sie rzucilo w oczy po przylocie a raczej rzucilo sie na mnie to zar lejacy sie z nieba(przepraszam za to wiem jak sie musicie czuc ;P), i wbrew pozorom wcale nie jest tak jak myslalam- spodziewalam sie czegos takiego jak na poludniu Europy np. na chorwacji, na chorwacji jest umiarkowanie w porownaniu do tego... klimat jest suchy ale bardzo mocno sie odczuwa slonce a przeciez przyjechalam jak slonce zachodzilo wiec boje sie co bedzie dzisiaj :P
btw jesli chodzi o zachody kolejna niesamowita zecz mialam zrobic zdjecie ale akurat jedlismy kolacje i glupio bylo odchodzic ale jak zrobie to dodam :P

Na lotnisku w Londynie wyciagam Fokusa i zaczynam czytac, pani kolo mnie patrzy na niego z zainteresowaniem a ja sobie mysle ze no w sumie fajny obrazek, artykol ciekawy... szkoda tylo ze nie umie polskiego :P
 A tu za chwile pyta mnie - lecisz moze do Warszawy?
sluchaj jaki zdziw.... na takie duze lotnisko musialam usiasc akurat kolo niej i wyciagnac tego Focusa.... ale dobrze sie stalo bo bylam w GACIE A  i mowi mi ze z niego sa odloty tylko do Europy a zeby dojsc do B i C trzeba przejechac kolejka wiec mowi mi zebym nie czekala az mi sie wyswietli z ktorego tylko zebym juz przejechala, pojechalam wiec na B i tam juz pisalo ze mam z C tylko jeszcze nie dokladnie z ktorego- zaoszczedzilam wiec troszke czasu ;)

No wiec zalecialam odebralam bagaz przeszlam kontrole i ruszylam do wyjscia. Czekala na mnie Marlene(host mama) z kartka i wielkim bananem na twarzy : It's you?? ohh I'm so happy, welcom!!!
balam sie jak sie z nia dogadam ale jest ok ma bardzo wyrazny akcent w przeciwienstwie do Maxa(host brata) jej maz w sumie tez...
Wsiadlysmy do samochodu i ruszylysmy- dookola drog palmy, ziemia brazowa slonce niezle przygrzewa a na horyzonicie brazowe gory. Opisala mi gdzie wezmie mnie na rodeo i gdzie jest jej ulubiona knajpa (meksykanska, mowi ze takie jedzenie to 90% Arizony)
Zapytala czy chcialabym zobaczyc szkole ( no jasne ze chcialam) nie jest taka jak na filmach (typowo amerykanska :P) to jedna z tych starych gdzie klasy sa w osobnych budynkach ale wyglada fantastycznie, obok chyba z 8 kortow tenisowych no i oczywiscie do basebalu i futbolu.
Dojechalismy do domu i jej maz Walter wyszedl nam na spotkanie. Oprowadzili mnie po domku (jednopoziomowy, obszerny) i zaprowadzili mnie do pokoju! Kolejne wow!! Lozko jak z filmow na srodku pokoju wysokie i z miloinem poduszek :), wlasna garderoba i lazienka do dzielenia z Maxem a wlasciwie tylko prysznic bo toalety mamy osobno :)

Marlene mowi do mnie nie przejmuj sie balaganem jutro przyjdzie pani i posprzata :P

Wyszlismy do ogrodu, malutki, z hamakiem i grilem, ale natomiast za furtka mam pole golfowe i juz zlozona obietnice ze naucza mnie grac w weekend :) po drugiej stronie pola mieszka jakas ich znajoma ktora wyszla mnie przywitac, ma basen i mowi kiedy tylko chcesz to przychodz, nie wstydz sie :D

Wrocilismy i wlasnie przyszedl Max z treningu- usmiechniety kolejny raz powtorzyl sie po swoich poprzednikach Welcome i zabral do robienia kolacji :P podobno  to uwielbia :)
no wiec na kolacje do wyboru do koloru- klopsy na slodku z pure ziemniaczanym, miski pelne owocow i salatka warzywna z czeresniami.

Mam 2 psy i 3 koty ale nie jest zle, szczegolnie jeden sobie mnie upodobal i chodzi za mna krok w krok :P Jak dla osoby ktora nigdy nie miala zwierzaka jest to lekka zmiana :D

Mimo ze bylam juz od ok 30 godzin na nogacjh nie czulam zmeczenia wiec nie kladlam sie spac zeby jak najbardziej przeciagnac i zaczac sie przyzwyczajac...
tym sposobem jak chcialam juz isc spac wpadli przyjaciele Maxa i juz glupio bylo wychodzic wiec z nimi posiedzialam(okazalo sie ze wpadli tylko po to zeby mnie poznac). Jednym slowem zwariowani ludzie ale za icg jezykiem nie nadazalam prawie wcale;P W tym gronie byl takze moj drogi host brat Stu.

Kiedy poszli zdecydowalam sie w koncu isc spac :P byla giodzina 11.

Dzis obudzilam sie o szostej ale doszlam do wniosku ze to jeszcze nie czas i poszlam spac wstalam o 10.30 i zjadlam sniadanie teraz pisze a pozniej jedziemy z Maxem do szkoly zeby mnie po niej oprowadzil, wieczorem chca mnie razem z przyjaciolmi gdzies zabrac :P

jak bede miec zdjecia to dodam bo na razie nie mialam czasu robic.

Sciskam i tesknie :**

piątek, 5 sierpnia 2011

Ostatnie dni w Polsce

Jutro wieczorem jade do Warszawy, poniewaz wylatuje w poniedzialek o 8.10. Jak wiadomo na lotnisku trzeba byc wczesniej a do stolicy mam 6 godzin jazdy. Dzis niemily obowiazek jakim jest pakowanie. Nie mam pojecia jak sie spakuje na rok do jednej walizki (23kg a sama walizka wazy prawie 4 kg). Same prezenty waza pewnie polowe. Nienawidze sie pakowac, nie mam pojecia od czego zaczac. Musze dzis takze uporzadkowac pokoj, popakowac niepotrzebne rzeczy - dzien po moim wylocie przyjezdza Bruna - Brazylijka, ktora bedzie u nas pol roku i bedzie stacjonowac w moim pokoju. Jesli chodzi o sama wymiane to mam bardzo mieszane uczucia, nie mam pojecia jak to bedzie, obawiam sie mojego tragicznego wrecz angielskiego. Rodzinka wydaje sie mega sympatyczna i chetna do pomocy wiec w nich cala moja nadzieja :))

Hmmm.. lece sie zmierzyc z moim dorobkiem i ta nieszczesna walizka :) do napisania po drugiej stronie Atlantyku :)